Długo nic nie pisałam.. w sumie nie mam pojęcia czemu. Prawdopodobnie nie odczuwałam takiej potrzeby. Dzisiaj oglądając fakty czego nie robie często usłyszałam o dziewczynie która dziś zmarła. Pisała bloga opisującego cała chorobę i zmagania. Weszłam przeczytałam prkatycznie cały. Kończąc ostatni wpis oczy mi naszły łzami i spłyneły powloli po policzkach.. Pomyślałam ,żę tak niewiele może po nas zostać, a taki blog to jednak jakiś fragmet siebie. Dlatego tu jestem i mam zamiar bywać.
Promienieje jak poranne słońce wschodzące nad morzem. Ono jest tak samo ciepłe i spokojne, tak samo ciekawe nowego dnia jak teraz ja.
Dlaczego mam oczy mokre?
To tylko narząd, bydlęcy jest bardzo duży. Ciężko go przeciąć nożem, trzeba użyć dużo siły. Moje jest malutkie, delikatne, łatwo je uszkodzić i nóż nie jest potrzebny. Wystarczą słowa, albo jakieś fakty i już boli. Chyba nigdy się już nie zakocham. Mimo tego ,że bardzo tego chce tak samo bardzo nie chcę. Muszę być sama. Nic dzisiaj mi się nie podoba. Ja się sobie nie podobam. Jestem taka byle jaka. Nie chce być taka...
skomentuj (0)
Moja ulubiona książka doczekała się ekranizacji i to udanej. Życie nabrało wielkiego tępa. Ledwo to wszystko ogarniam. Imprezy, kino, siłowania, aerobik jutro zoo. Wchodzę i wychodzę z domu. Biegam jak szalona. Nie wiem co dało mi takiego kopa. Ale niech on zostanie. Przyszedł moment w którym było trzeba sobie odpowiedzieć i co dalej... Odpowiedziałam sobie. Wybrałam to co wybrałam. Zostawiłam swoja rodzinę, znajomych. Straciłam wspaniałego faceta... Jestem w dużym mieście. Ludzie są tu zupełnie inni, ja już jestem inna. Mam 23 lata w tym wieku mogłabym mieć już męża może i dzieci. A ja? Przedłużyłam sobie studiami dzieciństwo. Nie muszę być odpowiedzialna, nie muszę pracować, nie muszę się martwić o nic. Jedyne co powinnam robić to rozwijać siebie. A trochę to zaniedbałam więc nadrabiam. No i chyba muszę zacząć nauczyć się żyć sama. Bo odwieczne szukanie kogoś strasznie mnie zmęczyło. To nie ma sensu. Jeszcze te ostatnie propozycje. Ciągłe mówienie nie. Ale to jedyne wyjście. Rozpoczynam coś nowego. To już najwyższy czas... :)
skomentuj (0)
Życie toczy się bardzo szybko, dni uciekaja nawet nie wiem kiedy. Nie dzieje się nic ważnego, nie ma żadnych przełomów czy tych złych czy tych dobrych. Toczy się naturalnie i normalnie. Pewnie i dobrze. Jestem spokojna. Dawno nie byłam tak spokojna. Za niczym konkretym nie gonie. Staram się uczyć, podglądać operacje, słuchać i chłonąć jak najwieksze ilośći wiedzy. Czytam o Barcelonie. Nie zakochuje się, nie przejmuje ani jednym z nich, że ten nie pisze ten nie dzowni. Nie pozwalam się traktować jak mięso i już nigdy nie pozowole. Jest mi to zupełnie obojętne czy jestem sama czy z kimś. I o nim powoli już zapomniałam. Przestałam przejmować się tym co mówia o mnie ludzie, nawet jeśli to nie prawda, przecież ja wiem jak jest. Duzo rozmawiam z ludzmi, staram się słuchać i rozumieć. Ale czasem bezsensownie trace samotnie czas. Słucham zupełnie innej muzyki. Inaczej pachne, wolniej oddycham. A kazdego dnia zasypiajać przenosze się tam... Do mojej własnej nibylandi. Tone w marzeniach. Jednej nocy pływam z delfinem na Krymie. Potem mocze nogi w ciepłym oceanie, siedząc na palmie na Martynice. Innego dnia biegam po Barcelonie. Czasem bywam w Paryżu i jem romantyczna kolacje. A juz chwile pózniej pływam gondola w Wenecji. Raz nawet oglądałam wzbijające się stado Ar w Nowej Zelandii. Jakies 100km od Bankoku fotografowałam piękne jaszczurki. Lubie też tanczyć w Indiach i gonić kangury pod Sydney. Rezerwat słoni w Afryce jest już prawie jak mój drugi dom. A w Columbi wyprowadzam na spacer pume. Na Alasce często się wspinam, juz całkiem dobrze mi idzie. I tak co dnia czuje jak na nosie siadaja mi motyle. Słysze śpiew ptaków, szum morza. Wierze ,że kiedyś to nie będzie tylko sen. Moja nibylandia jest we mnie. A swiat stoi otworem... Jest dobrze gdy jest tak spokojnie...
skomentuj (1)Różnica polega na tym, że świnia rodzi się odrazu z poczuciem ,że bedzie miała świnskie życie... A człowiek rodzi się z najdzieją ,że bedzie cudownie a na końcu i tak ma świńskie życie...
skomentuj (1)W duszy hula zimny wiatr. W oczach strach. Przez kolejny zlepek złych chwil. Jak bumerang, zawsze wraca. Taka sama sytuacja. Wszystko jak mglisty sen niewyrazne... Oby jutro było już mi raźniej...
skomentuj (0)
Wkurwiłam się i opuszczam poczekalnie życia. Przestaje patrzeć przez szare kraty na ludzi z zazdrością. Przestaje myśleć jak fajnie byłoby wyjść na ta murawe i zagrać mecz z tymi idealnymi ludzmi. Bo zauwazyłam ,że tu nie ma selekcionera, trenera. Każdy może grać jeśli tylko chce. Jeśli się postara i odważy. Będzie tak samo dobry jak Ci inni na których patrzy. I tego będe się trzymać.
Rozpoczynam kochane studenckie życie. Miała być nowa ja. Chuda i piękna. Będzie nowa ja wewnatrz. Może i lepiej?
skomentuj (0)
Zaczynam wychodzić na prosta...Narazie bardziej w myslach niż w rzeczywistosci :)
Przede mna dużo pracy, dużo wysiłku, dużo działania... Ale przeciez co nie zabije to wzmocni :) Plany są dobre wymagają tylko realizacji :) albo aż... Wierze ,że po tych wszystkich latach bicia się z myslami w końcu zdołam zrobić te rzeczy o których zawsze marzyłam.
Aktualnie postanowione: nie mieszam się w związki, chociaż propozycji troche jest... Jednak nie ma tej magii.. wiec po co na siłe tylko po to żeby nie być samemu? Najwyzej... będe załować, tak jak załuje teraz ,że byłam dla kogoś taka egoistka. Trudno przyznać się do błędu, ja się przyznaje. Żałuje ,ze tak potraktowałam osobe która się dla mnie starała, robiła wszystko. Teraz jest już za poźno, ale jestem przynajmniej mądrzejsza... nie popełnie już takich błędów.
Zacznyma wymagać w końcu wiecej od siebie niż od innych i więcej dawać... Bo przyszła już ta pora.. Koniec bylejakiego życia.. Szkoda tylko ,ze doba jest taka krótka... Ale jak mój tata mówi doba ma dwa dni - jeden jasny jeden ciemny.. i tego będe sie trzymać...
Koniec z marnowaniem czasu, teraz każda godzina jest cenna...
Kocham polskie morze, mimo tych glonów i zdechłych ryb. Nie które nawet jeszcze żyły! Ale tylko nie które...
Duzo nowych poznanych osób. Chyba nawet na palacach nie policze (Nasza klasa zadziałała i już paru się odnalazło)
Imprezy do rana. A może od rana? Sama już nie wiem bo po pierwszym dniu miałam już problemy by rozpoznać dzień z nocą. W dzień się spało na plaży itd pomieszało się zupełnie. Nie obyło się i bez wschodów.. Są zdecydowanie ładniejsze :) Tak czy inaczej.. to był kolejny udany wypad z moimi diabełkami. Odżyłam i uwierzyłam. Uwierzyłam ,że warto żyć właśnie dla takich chwil :)
A tak w ogóle to... fajnie być młodym... i singlem ;)
W koncu zasłużony odpoczynek. Postaram się przemyśleć pewne sprawy. Nabrać dystansu i wrócić silna i szczesliwa... Zobaczymy :)
Babski wypad... czyli z rozdziału plusy bycia singlem ;)
"Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma"
Cudownie będzie zobaczyć ich tam razem. Biała suknia zawsze sprawia ,że przechodzą przezemnie dreszcze. Nie ma idealnych par, nie ma idealnych związków. Ślub jednak sprawia ,że ludzie zbliżają się do ideału. Chociaż przez chwile stojąc tam czują się idealnym połączeniem. Ciesze się ich szczęściem, oby żyli długo i szczęśliwie... :)
Często żałuje ,że nie mam skrzydeł. Właściwie każdego poranka, budzac się przez upierdliwą muche siadająca mi na nosie.. Otwieram leniwie oko zaklejone nocnymi łzami. Patrze przez moje dachowe okno. Kołysza się czubki drzewa i lataj gołębie. Urocza parka. Przeczesuja sobie pióra bezszczelnie na moich oczach. Nie myśląc nawet ,ze taka czułościa od rana, moga sprawić komuś przykrość. Już ustaliłam kiedyś ,że będac ptakiem byłabym tylko wróblem. Ale jak cudowanie byłoby polatać tam w tych czubkach drzew od rana. Jak cudownie byłoby poczuć wiatr w szarych skrzydłach. Tymczasem jedyne co czuje to muche. Coś nie tak robi się z moja miłościa do zwierząt w takie dni jak ten.. bo mam ochote ja po prostu zabić jednym machnięciem. Niestety mucha jest sprytniejsza niż ja. Ucieka. A ja ciągle nie mam skrzydeł. A co najgorsze nie ma kto obdarować mnie czułością od rana.
skomentuj (1)
Uwierzyć w siebie
A musisz uwierzyć w siebie, bo wiara czyni cuda
Musisz być waleczny, jak Lion of Juda
Pamiętaj, że Babilon to jedna wielka obłuda
Ej Bracie, ej Siostro, ej!
A myślisz sobie: jak tu źle, jak niemrawo czuje się.
Zniechęcenie ogarnia Ciebie
A dużo pytań, odpowiedzi bardzo mało.
Skąd ten stan? Przecież nic się nie stało
Patrzysz do tyłu, i nie widzisz nic niestety
Patrzysz do przodu, i lecą Ci łzy
A pomyśl bardzo wielu ludzi by chcialo
Być na drodze do szczęścia w tym miejscu co Ty
Ja mówię: Dosyć, dosyć! Dosyć narzekania!
Dosyć, dosyć, nad sobą sie użalania
Życie po to jest, żeby je przeżyc
Trzeba komuś zaufać, w coś wreszcie uwierzyć
Każdego ranka podróż, zaczyna się od nowa
Dużo lepiej się idzie, gdy podniesiona głowa
Daj sobie wreszcie kredyt zaufania
Masz mało do stracenia, bardzo dużo do zyskania
Każdy ma jakiś talent wiec zacznij coś robić
Po jakimś czasie zacznie ci wychodzić
Wtedy przyjdzie satysfakcja, nikt Ci jej nie odbierze
Ale musisz uwierzyć w siebie, uwierzyć szczerze
Pogódź się z samym sobą uczyń swoje Ja bratem
Ras Tafari Jah pokieruje twoim światem
I pozbędziesz się zwątpienia, pozbędziesz się troski
Wszelkie problemy zamienią się w drobnostki
A musisz uwierzyć w siebie, bo wiara czyni cuda
Musisz być waleczny, jak Lion of Juda
Pamiętaj, że Babilon to jedna wielka obłuda
Ej Bracie, ej Siostro nie bądź dłużej smutna!
Kiedy zaczynasz wątpić, w swoje własne wierzenia
Myślisz, że nie masz już nic do ocalenia
Wierzę: To Jah, to Jah jest Panem przeznaczenia
On jest jedyną drogą do wyzwolenia
Bo nawet gdy w koło otacza nas tylko nędza
To na nyah-binghi wciąż, napędza nasze serca
Dla nich wszelkie bogactwa, dla nich zdrada i chciwość
Dla nas prawdziwe życie, zrozumienie i miłość
I nie ważne są, podziały między podziałami
Wszyscy tak na prawdę jesteśmy tacy sami
Tylko podążamy wciąż nieznanymi ścierzkami
Ras Tafari jest między nami.
I pamiętaj bracie, siostro, Twoje miejsce jest w Syjonie
Przy tronie króla najwyższego, w złotej koronie
Ja po Jego prawej stronie, za życia i po zgonie
Niech święty ogień wiecznie płonie!
Natural Dread Kilaz
| oczy przymrużone... |
|
20 maja 2009
|
|
|
Po ponad miesiacu imprez, szalenstw, korzystania z kazdej chwili, siedze drugi dzień w domu. Mam jakiś dziwny humor, przyszedł czas na podsumowanie. Poznałam chyba z setke ludzi, byłam w róznych klubach, różnych miejscach. Impreza na statku, impreza w pianie i inne atrakcje. Wrocław stał sie moim miastem po prostu. Ostatnich kilka wydarzeń zupełnie wybiło mnie z rytmu. Czasem człowiekowi czym bardziej zalezy tym bardziej mu nie wychodzi. A szkoda... Czas podjać kilka decyzji na które wcale nie mam ochoty, ale wiecznie nie moge tego przedłuzać. Chciałoby się krzyczeć i ryczeć ale nie można. Łzy nie są na miejscu. Zreszta nic nie pomogą. Trzeba się znowu pozbierać i iść dalej... Fuck Freak Man Love... ! :/ It's no use crying over spilt milk...!
|
|
11 maja 2009
|
|
|
Plotka to chyba jedna z najmniej groznych ale jednak bardzo przykrych spraw. Czasem poełnisz bład, zrobisz głupia rzecz. Czasem po prostu powiesz komuś coś w zaufaniu. Potem jedna osoba mówi drugiej, tamta trzeciej. Informacja zyskuje innego wymiaru, zostaje przekształcana. Ludzie zaczynaja kombinować i dokładają swoje podejrzenia. Podejrzenia zostają odebrane jako fakty. Pierwsza informacja jest zupełnie inna od tej która krąży wsród ludzi. Tak powstaje plotka. Niby nic takiego, niby osoba obgadywana wie ,ze informacja nie jest prawdziwa. Ale wie to tylko ta osoba, cała reszta ludzi ma już swoja opinie, nie da się jej już zazwyczaj tak łatwo zmienić. Z jednej strony swietnie, ze na moim wydziale panuje rodzinna atmosfera, wszscy sie znaja. Pierwszy i piaty rok, kazdy wie kto jest kim. Pod tym wzgledem bardzo fajne, ale przez to ,ze wszysyc sie znaja, rozmawiaja. A niestety rozmowy rodza plotki. I za to nie lubie mojego wydziału. Nikt tak naprawde o sobie zbyt duzo nie wie, ale przekazuje coraz to glupsze informacje dalej. Osadza sie czesto zle ludzi którzy na to zasluguja. Ale tak naprawde przekonac mozna się o tym dopiero gdy ich się osobiscie pozna. Przekonałam się tak już w stosunku do paru osób, o których sama jeszcze nie dawno źle mówiłam. Za dwa dni kolejna wydziałowa impreza. Normalnie bardzo bym się cieszyła. Ale mysl ,ze zostanie skomentowana kazda czesc mojej garderoby i cała moja osoba gdy tylko sie tam pojawie. Troche mnie irytuje... nienawidze plotek....!
|
|
26 kwietnia 2009
|
|
|
Maratonowo zupełnie, od dwóch tygodni ciagla impreza.. Czuje sie jak w transie i aż cieżko przystopować, codziennie gdzieś ktoś.. ale najwazniejsze sie udało. Po połowinkowych wydarzeniach zupełnie przywróciłam ustawienia fabryczne, mam dystans. Odwazyłam się na krok zupełnie nie w moim stylu. Teraz przynajmniej wiem. Pozytywne i optymistyczne myśli ogarniaja moja głowe, chociaż czasem pojawiaja się wątpliwości, jest dobrze. Mam pełno energii pewnie to zasługa słonca, ostatania zchodze z parkietu nad ranem, do tego ciagle chce mi się biegać. Powracam na dawny tor... :) Wtopiłam się we Wrocław jak nigdy, cieżko będzie wrocić kiedyś do domu. Kocham to miasto za możliwości które daje tego samego dnia możesz się powspinać w parku liniowym, zjeść grilla nad Odra, isc do teatru a potem na impreze na rynek wybierajac za kazdym razem inny klub.. czegoż wiecej :D? Urok wielkiego miasta..zawsze jest co robić i z kim. A ja w końcu na maxa korzystam z tym możliwosci, jedyne co mnie przystopowało po tych dwóch tygodniach mam 3 zł w portfelu. Rada dla kobiet które chcą schudnać, poszalejcie wydajcie pieniadze, gdy nie ma sie za co kupić jedzenia łatwo sobie go odmówić :D jak dobrze ,ze istnieje zamrarzarka :] inaczej byłaby przymusowa głodówka... studenckie życie :)!
|
|
13 kwietnia 2009
|
|
|
Mój mały chrzesniak postanowił dziś w przerwie miedzy łapaniem robaków, karmieniem żółwi, noszeniu papugi i budzeniu szczura ( swoja droga wspaniale wdał się w chrzestna) pobawić się moim telefonem. Zabawa jak każda zabawa znudziła mu się bardzo szybko, ale telefon długo będzie ja pamietał. Mały diabełek przywrócił ustawienia fabryczne a dzięki temu skasował wszystko, moje wyselekcjonowane godzinami piosenki ( zawsze słuchane w podróży), moje "artystyczne" zdjęcia ( tu szkoda mała) i pozostałe zdjęcia ( tu troche gorzej) , do tego filmy i ogólnie dużo wspomnień...przy okazji zlikwidował ustawienia, bo do wszystkich najblizszych miałam przypisana muzyke, zdjęcie... !!! Ponieważ nie potrafie się na niego złościć nawet nie wie ,że zrobił źle. Dziecko to dziecko ma swoje prawa. Tak czy inaczej pozostałam bez wspomnien w zasiegu ręki, maluch pewnie nawet nie wiedział jak bardzo było mi to potrzebne, tylko brakowało odwagi ,żeby pewne rzeczy pokasować. Ale stało się, może i mi przydałoby sie przywrócić ustawienia fabryczne? Chyba musze nabrać dystansu ( szczególnie do gatunku męskiego) powrócić do rzeczy które naprawde sprawiały mi przyjemność. I pokasować z głowy wszystko co siedzi już tam nie potrzebnie... kiedys wydawało mi się ,że to zrobiłam ale teraz wiem ,że nie. Ogólnie jest tu mi jakoś źle, niby w domu ale brakuje tych moich świrów.. no i tu wszystko sie przypomina. Czas sie uwolnić... i przywrócić ustawienia fabryczne...!
|
|
11 kwietnia 2009
|
|
|
Posprzatane, popieczone i sie gotuje :) bukiety wiosenne porobione i pokój fionowy prawie skończony :) swieta czuć w zapachach i nastrojach... pierwsze spokojne od paru lat gdy wszysyscy są zdrowi i w domu :) nie trzeba odwiedzać nikogo z jajkiem w szpitalu.. uff myslalam ,że po tylu latach takich świąt się nie doczekam.. Ostatnio jestem mistrzem w popełnianiu faux pas , po pewnym grillu trafiłam z kumplami do akademika, na meskie pietro. Kazda dziewczyna czułaby się tam jak w raju, dwudziestu facetów i ja jedna taki rodzynek... ale oczywiscie ja jak to ja musiałam coś wykombinować zaraz na wejsciu krzyknełam - hej traktujcie mnie jak bym była facetem! Swir, zamiast rzesami na boki potrzebiotać, pousmiechać się i wyrwać kogos sensownego ( a było w czym wybierać) to ja grałam w karty i równo z nimi piłam... są plusy i minusy mojego zachowania. Plusy - poznałam pełno facetów i dzownia do mnie teraz przed każda fajniejsza impreza, Minusy - na moim wydziale jestem przegrana, męża nie znajde :P bo każdy traktuje mnie jak kumpla... coż chociaż jednego udało mi się troszke zbajerować, chociaż tak do końca to nie wiem kto kogo ( hmm ) i tu moje kolejne faux pas a może raczej głupota... będzie na moich połowinkach, umówiłam się na taniec itd... a będzie tam jeszcze jeden ( TEN wymarzony :P )... Są trzy wyjscia zleja mnie obaj ( najbardziej prawdopodobne w moim przypadku), tylko jeden dotrzyma słowa i będzie się ze mna bawić ( oby) noo albo obydwoje będą chcieli i wtedy będzie problem.. Najgorsze jest to ,że będą tam ochroniarzami, czyli będa stać obok siebie i zapewne rozmawiać, jeśli się zgadaja ,że obydwóch ja tam sciagnełam to chyba spale się ze wstydu i zmienie uczelnie :D Tylko jako tako nie mogłam tego przecież przewidzieć prawda? ,że oboje sie zgodza i będa chcieli przyjść? No ale jak już wspominałam nie byłabym soba gdybym czegoś tak głupiego nie zrobiła.. Moje ulubione pozyjemy zobaczymy... pewnie sytuacja wyjasni się na samej imprezie... już widze jak będa mi latać kolana na ich widok... ehh powinnam napisać książke o moich głupotach pewnie zbiłabym na niej fortune :P Radosnych i Szalonych Swiat dla Waszystkich :)
|
|
31 marca 2009
|
|
|
Mówia ,że ludzie uczą się na swoich błedach, owszem tylko kto potrafi wytłumaczyć mi, dlaczego ilekroć robie coś źle... powtarzam to cały czas, znając konsekwencje? Żyje w takim małym błędnym kole, mówie już nigdy a potem schemat jest znowu taki sam... Szkoda mi samej siebie bo pozwoliłoby mi uniknać to wielu kłopotów. Może w końcu naucze się wyciągać wnioski. Może... Miły weekend w domu, kupiona wymarzona sukienka, a jutro grzaniec... Ogólnie jest miło :P gdyby nie to koło które pisze za 6,5 godziny... i gdyby nie dzisiejsze spotkanie, przypadkowe oczywiscie... aa myslałam ,że już zapomniałam... Jestem dziwna istota, ja chyba nigdy nie zapominam...
|
|
23 marca 2009
|
|
|
Co to człowiekowi nerwów napsuje to chyba nic, czekam i czekam.. i nic Pieniedzy nie ma, ja w myslach juz mam je wydane, a ich ciagle nie ma. Wkurza mnie podchodzenie do bankomatu jak nigdy. Jeszcze dzisiaj wpadl mi w sklepie w oczy ten okropny pasztet który musiałam tam jesc, bleeee. Oswiadczam - NIGDY WIECEJ IRLANDIIIII! nigdy wiecej pracy w hotelu, nigdy wiecej pracy jako sprzataczka...! Eh to wykrzyczałam, już lepiej... Jesli w koncu przyjda te pieniadze może uda mi się je jakoś "sensownie" wydać i spełnić pewne marzenie... Ale jesli nie przyjda przysiegam pojade do tego Dublina i zrobie w tym tax office taki porzadek ,że pozałuja każdego dnia spóźnienia :P A mówia ,że Polska to taki biurokratyczny kraj? Irlandia bije na głowe, a ich banki to już całkiem porażka. Oby nigdy tak w Polsce nie było... !
|
|
22 marca 2009
|
|
|
Taa to już rok, kobiety są bardzo pamietliwe ( na ogół) a ja? Ja pamietam zazwyczaj wszystko, jestem jak księga wspomnień, nie potrzebne mi są zdjęcia. Fotograficzna pamięć zapisuje każdy gest i grymas. Tak już mam. Potrafie przypomnieć sobie wyraz oczu chłopaka który jako pierwysz mnie pocałował.. Dlatego pewnie tak cieżko mi się zapomina. Dziś uswiadomiłam sobie ,że jednak trochę tęsknie. Prawde mówiąc zawsze o tym wiedziałam, dziś otwarcie się przyznaje. Ale chyba mam prawo tęsknić. Przecież mówiąc ,że tesknie nie mówie ,że żałuje. Bo nie żałuje. Teraz jest lepiej, oddycham. Nie jestem zamknięta w wieży, moge spełniać swoje marzenia, nikt nie trzyma mnie na smyczy. A tak było. On myślę ,że też odżył, przede wszystkim nie musi udawać kogoś kim nie jest. A przy mnie jak się okazało ciągle udawał, starał się mnie dogonić i dorównać, a mi ciągle było mało. Pożegnał mnie słowami - Przecież tak zostałaś wychowana, zawsze masz to co chcesz. A ja nigdy nie będe mógł Ci dać tego wszystkiego czego pragniesz. Obawiam się ,że miał racje. Rok temu zupełnie tego nie rozumiałam. Wręcz stwierdziłam, że mnie obraził. On chciał tylko powiedzieć jak bardzo się starał, a ja tego nie widziałam i nie doceniałam. Najgrosze jest tylko to ,że przez niego nie potrafie ufać. Kolejne "związki" udowodniły mi to ,że nie potrafie nie umiem uwierzyć. W każdych słowach widze drugie dno. A to na pewno nie pomoże mi w budowaniu czego kolwiek dobrego. Zobaczymy narazie tematy damosko-meskie odchodzą na dalsze tło. Oprócz zakochanego hindusa jest cisza i bardzo dobrze. Przychodzi wiosna, a i ja z nią tym razem chce się obudzić, nie wiem czy mi się uda. Od tygodnia w moim życiu pojawiło się kilka zmian, z tym tygodniem wejdą następne zobaczymy. Chciałabym być w końcu taka jaka zawsze chciałam być, nie koniecznie chodzi mi o wygląd. Po prostu trzeba zacząć działać... Jestem pozytywnych myśli, żyje w przekonaniu ,że się uda. Chcociaż moje lenistwo jest nałogiem, a nałogów ciężko się pozbyć... W mieszkaniu pachną hiacynty, na dworze wieje już ciepły wiatr. Nie długo drzewa zaczną się zielenić, słońce będzie grzało. Ptaki będą budzić śpiewem o świcie... a ja będę uśmiechnięta :)
|
|
18 marca 2009
|
|
|
Jak to mówią ,jak się jest na samym dnie to już tylko można się odbić.. Wiec się odbijam... Ogolnie tak to już jest w życiu ,że raz się jest na a raz pod wozem... myśle ,że teraz jestem na :) i tak łatwo nie pozowole się tym razem z niego strącić... oj nie... :) W końcu przestałam gadać a działać... Ale chyba aż za bardzo poszalałam... bo straciłam dziś moje włosy :O ze skutkiem średnim, ale było trzeba przerwać w końcu tą nude... :P Teraz dwa dni na uczelnii, od 8 do 19 :O Jakoś trzeba bedzie wytrzymać..na konie mam marchewki, dla świni chleb, szkoda ,że prowadzących nie da sie przekupić.. chociaż z jednym mogłoby się udać.. A piatek opijanie mojego "sukcesu"... ;) Witaj wiosno..!
|
|
16 marca 2009
|
|
|
Ufff sie doczekałam :) noc a raczej wieczór, wyjatkowy bo Indiosowy... :) Głos Gutak na żywo brzmi wspaniale... zupełnie tak jak sobie wyobrażałam. Miałam ochote wskoczyć na scene.. ale inni mnie wyręczyli, co prawda nie skakałam przy scenie z innymi, tylko wybrałyśmy idealne miejsce na schodach ale i tak wybawiłam sie na całego. Zrobić mu zdjecie to prawie nie możliwe, toż to wulkan energii skacze i tanczy bez przerwy... :) ale te dzwieki wybaczaja wszystko... wyluzowała się... takiego wieczoru było mi trzeba.. Nie obyło się bez niespodzianek.. Na kocert poszłam tylko z Zuzu bo wszysyc sie uczą ( że co?) Nagle podeszła kelnerka... Ten szampan dla pań od panów z tamtego stolika...Gdzie jak gdzie ale w tym klubie to sie nie zdarza :D Panowie zaprosili nas do siebie.. i było pozytywnie :) potem koncert... i parkiet nasz... I chłopak który poruszał się tak jak Gutek :D przez chwile myślałam ,że to on :P (za duzo szampana) Tak czy inaczej, wróciłam z pełna gębą uśmiechu i niech tak zostanie jak najdłużej... :) Bo muzyka jest lekiem na wszystko... a taka szczególnie :) I ci co nie byli niech żałuja... :P
|
|
15 marca 2009
|
|
|
Jest dobrze. Co nie oznacza ,że wspaniale. Dawniej powiedziałbym ,że jest okropnie, źle, gorzej być nie może itd itp Ale tym razem tego nie zrobie. Bo przecież nie jest aż tak źle co oznaczałoby ,że jest dobrze ( moja wyzsza filozofia :P). Żyje, mam dom, rodzine, przyjaciół, zainteresowania, studiuje, imprezuje, bawie się..no po prostu żyje.. Fakt może nie mam dworku, długich nóg i blond włosów, własnej stajni i samych 5 na uczelnii, no i nie mam faceta. Ale czas dorosnać i pogodzić się z pewnymi sprawami. Kiedyś w końcu trzeba. Pieniadze szczęścia aż takiego nie dają, chociaż faktycznie umożliwiają spełnienie marzeń, przynajmniej moich. Wyglądam jak wyglądam, jestem przecietniakiem. Brad Pitt nie odwrócił by się za mna na ulicy, ale przecież jest pełno takich przeciętniaków jak ja. Trzeba po prostu w końcu przestać szukać księcia z bajki i odmawiać spotkań z każdym mniej ciekawym z wyglądu facetem (jutro ide na piwo z kims takim :P). Wojna współczesnego człowieka jest walka z samym sobą. Wychowany na telewizji i reklamach chce być idealny, kolorowy, mieć proste zęby, ładna twarz i puszyste włosy. Najlepiej być aktorem, piosenakrzem albo sportowcem. Zawsze można iść do jakiegoś glupiego programu i zrobić tam z siebie zupełnego debila. I po co to wszystko? Chyba powinno być ważne to jakimi jesteśmy od wewnątrz? Co robimy, co dajemy innym. Czasem mam wrażenie ,że świat zupełnie zwariował a ja razem z nim. Bo moje narzekanie jest naprawde zupełnie bez podstawne. Przypomniała mi się opowieść z koza. Do Rabina przyszedł żyd o rade. - Rabinie jest tak bardzo źle! Mieszkam w jednym pokoju z żoną,tesciową i 4 dzieci, nie miescimy się tam a nie mam pieniedzy na coś wiekszego, co mam zrobić? - Kup koze, niech wami zamieszka. - Ale Rabinie? - Zrób to co mówie i wróc do mnie za miesiąc. Żyd po miesiącu przychodzi. - Rabinie nie rozumiem, przecież teraz już zupełnie nie mamy miejsca, koza wszystko zjada, jest bardzo źle. - Oddaj koze i przyjdz za miesiac. Po miesiacu do Rabina przyszedł szczęśliwy Żyd... Bo czasem nie docenia się tego co się ma... Przecież mogłoby być dużo gorzej... :)
|
|
10 marca 2009
|
|
|
4 worki śmieci ( butelki, puszki i inne takie), W łazience zdemolowany zamek ( bo ktos koniecznie chciał wejsc przez zamkniete drzwi), Na podłodze wszelkie odcienie plam, roznobarwna mozaika mozna by powiedzieć, Szklanki poodstawiane w najdziwniejszych miejscach, za telewizorem, za kwiatkiem itd No i najlepsze... Chips i lakier do pazurków w cukierniczce, Plakat do góry nogami, W kwiatku wbity nóż, W lodowce zelazko, zdjecie z napisem "tu byłem", W zamrazarce jabłko przemienione w jezyka dzieki paluszka, gazeta mango, W mikrofalówce jajko... W torbie podroznej przygotowanej na poranny wyjazd... deski, rekawica kuchenna i reczniki... coż fantazja studenta nie zna granic... :) a wlasciele na drugi dzien przyjechali i pobrali nam wszystkie krzesła.. co by czasem gosci za duzo nie było.. czyzby sasiedzi sie poskarzyli? ups...
|
|
07 marca 2009
|
|
|
Nie zawiodłam, mimo morza wódki w moim żoładku, wstałam o świcie po chwili snu by zdarzyc i zdarzylam.. To jak pierwsza msza ksiedza, pierwsza lekcja nauczycielki, pierwsza strzelanina policjanta ... Dziś pierwszy raz brałam udział nawet czynnie w "operacji" :D! Ogolnie jest dobrze, sikajaca krew czy inne takie nie robia na mnie wrazenia... Nie zemdlalam ani nic z tych rzeczy.. Pierwsze szwy założone, niekoniecznie idealnie ale są... pieski przeżyły... :) koty za płoty, od czegoś było trzeba zaczać.. W takim dniu jak dzis wiem ,ze to co robie wybrałam słusznie, mimo moich ostatnich watpilowosci... zdecydowanie to jest dobry wybór :) To jednak strasznie fizyczna praca, 4 godziny nad stołem, bola oczy, plecy, rece.. ogolnie jestem zmeczona a wlasciwie tylko przytrzymywalam a co dopiero to wszystko robic! Tak czy inaczej moje zmeczenie jest bardzo pozytywne... :) i tak jak mowilam przeciagnie sie szala na jedna badz druga strone i sie przeciagnela... :) czas zabrac sie w koncu za to wszystko :) bo jesli mam być slabym lekarzem to wole nim nie być wcale!
|
|
05 marca 2009
|
|
|
Dziś chcąc nie chcąc przejrzałam wszystkie zdjęcia, filmiki... wróciły wspomnienia. 8marca juz blisko, to był nasz ostatni dzień tak dosłownie razem.. potem były już tylko problemy, łzy, żal, złość... a miłość? chyba oboje zapomnieniliśmy ,że coś nas wtedy w ogóle łączyło... Ten rok strasznie mnie zmienił, jestem zupełnie inna. Chciałabym powiedzieć ,że doroślejsza, ale do tego to nie mam pewności... Ale pewnie teraz zachowałabym się zupełnie inaczej. Czy żałuje nie wiem, pewnie gdyby był ktoś przy mnie teraz powiedziałabym ,że nie. A przez to ,że jestem sama pewnie troche gdzieś podswiadomie żałuje... Mój humor i samopoczucie powoli wraca na dobry tor.. ale dużo musi się jeszcze wydarzyć, żeby wrócił zupełnie. Jutro potrójne-urodziny... a sobota to bedzie ważny dzień, nie moge zawieść tym raze...właściwie troszke decydujacy dzień, na który czekałam bardzo długo, mysle ,że dzieki temu może zupełnie zmienić się moje podejscie do studiów, w jedną albo druga strone oczywiscie... Ostatnio strasznie mnie męczą i ograniczają, więc to albo pomoże, albo zaszkodzi... zobaczymy..
|
|
04 marca 2009
|
|
|
wiem ,że nie wolno mi się nad sobą użalać ale to robie.. może przez to ,że nic nie dzieje się tak jakby ja chciała... i właściwie już nie mam na to wpływu. Gorzej ja nawet nie mam siły już z tym walczyć.. Mam ochote spakować się i pojechać gdzieś daleko od tego wszystkiego.. jezdzić sobie i zwiedzać, oglądać, poznawać.. Ale nie mam na to ani odwagi ani pieniedzy.. Właściwie nic mnie aktualnie nie cieszy, ani piątkowa impreza, ani moja prawie już gotowa komnata. Bo jak mam się z niej cieszyć skoro nawet nie moge tam jechać i zobaczyć... Nie wiem co musiałoby się wydarzyć ,żebym zmieniła nasatwienie. Może musiałoby stać się w końcu coś pozytywnego, ale z takim nastwieniem to na bank się nie stanie. Tzw błędne koło...
|
|
03 marca 2009
|
|
|
Jest lepiej, pogodziłam się z tym całym syfem. Widocznie tak musi być. Chyba każda rzecz która przytrafia nam się w życiu nie dzieje się bez powodu. Mam nadzieje ,że dzięki temu wyciągne wnioski i postaram się nigdy już do takiej sytuacji nie dopuścić. Zobaczymy. Tymczasem czeka mnie dużo nauki. Słowa Farmakologia i Anatomia Patologiczna powoduja dreszcze już u ludzi którzy skończyli studia. A oprócz tego są jeszcze inne badziewia... Do tego musze nadrobić pełno innych rzeczy... Zajecia koncze w piatki o 19 bosko... Cały ten semestr zapowiada się naprawde źle. Musiałam zrezygnować z koni, bo nawet nigdzie ich nie wcisne w plan. Do domu pewnie prawie jezdzi nie będe, bo na 24 godziny troche się nie opłaca. Dobrze ,ze nie jestem tu sama. Mam co najmniej 20 osób na które zazwyczaj moge liczyć, które są wtedy gdy potrzeba. Z którymi można się śmiać i płakać, imprezować i się uczyć... Gdyby nie oni dawno bym się spakowała i uciekła z tego horroru.. ale razem zawsze raźniej... Dobrze ,że jesteście :)
|
|
01 marca 2009
|
|
|
Nie wiem, nie wiem co z soba mam robic. Nigdy chyba jeszcze w mojej głowie nie było takiego bałaganu. Jest wiekszy niż w mojej torebce. A wydawałoby się to niemożliwe. Boże spraw ,żeby wszystko się ułożyło bo się wykończe... Nie długo minie rok... rok od tego całego zamieszania. Rok od zmian, rok gdy wszystko się zmieniło. Może marzec zawsze juz bedzie czasem zmian, i czasem dostawania po dupie od życia...
|
|
28 lutego 2009
|
|
|
No to sobie nazbierałam, krok do tyłu? Nie... teraz to jestem już w głebokiej dupie! Pozytywne mysli to bzdura W zyciu ma sie albo farta albo pecha. Widocznie ja jestem zkazana na to drugie. Aaaa i zapomniałabym Umiesz liczyć? To licz na siebie.
|
|
27 lutego 2009
|
|
|
Powtarzam... do dupy z tym wszystkim! Mam mine zbitego psa. Samopoczucie wiewiórki która nie wie gdzie zakopała swoje orzeszki. Jestem zmęczona jak koń po prawostronnym lonżowaniu w dychawicy świszczącej. Mój leń wygrałby z leniem leniwca. I mam ochote zakopać się w ziemii jak dżdżownica...
|
|
26 lutego 2009
|
|
|
I am colorblind i jestem o krok do przodu... ale jeszcze troche pozostało do przejscia...
|
|
25 lutego 2009
|
|
|
Ciagle jakoś pod prąd.. to niesprawiedliwe? Czemu nie moge iść z wiatrem tylko zawsze pod. Czemu? :( Do dupy z tym wszystkim... tylko tak jestem w stanie to teraz opisać. Wiem wiem powinnam przestać narzekać tylko działać. Ale mi jest nie dobrze na samą myśl o tym wszystkim. Ale chyba nie mam wyjścia. Trzeba spiąć poślady ,jak to Zuzu mówi, i dokończyć to co się zaczeło. Ble Czasem myśle ,że to był zły wybór. Czasem myśle ,że to zabiera mi życie. Ale powinnam myśleć inaczej. Zabierze mi moje życie ale pozwoli uratować wiele innych...? Jedyna pozytywna sprawa zbliżajacy się koncet I.B tylkoo jest szczegół nie mam jeszcze biletów, znając moje szczęście jak po nie pójde to już ich nie będzie... Usłyszeć na żywo głos Gutka.. chyba się wszystkie tam posikamy... :)
|
|
24 lutego 2009
|
|
|
Po zajęciach, wieczorowa pora. Studenic wychodzą z wydziału Anatomii Patologicznej. Ania ciagnie wyjsciowe drzwi z całych sił. - Wojtek chyba nas zamkneli. Ania sprawdza czy zamek jest przekrecony i ciagle ciągnie. Już przerazona. - Co teraz? :O Podchodzi Wojtek i delikatnie popycha drzwi. - Gorzej niż blondynka. Grupa studentów wybucha śmiechem. :D
|
|
23 lutego 2009
|
|
|
Bo sa takie dni kiedy wszystkiego masz dosc..
bo tyle bylo dni do utraty sil.. do utraty tchu tyle bylo chwil,
|
|
04 lutego 2009
|
|
Wiesz, nie obraź się teraz na mnie. Obserwuje Cie od wielu lat. Znamy się długo,mógłbym powiedzieć od zawsze. Wiem o Tobie bardzo dużo, więcej niż mogłabyś nawet przypuszczać. Zauważyłem coś wiesz... jesteś strasznie infantylna i niedojrzała emocjonalnie, ale dobrze chociaż ,że wiesz czego chcesz od życia. To niezbyt często idzie w parze. Tak czy inaczej dopóki nie dojrzejesz do pewnych spraw i zanim zrozumiesz ,że są rzeczy które wymagają czasu... Nigdy nie będziesz szczęśliwa i każdy facet będzie Cie krzwydził. Ale Twój świat, chociaż taki troche dziecięcy, jest piękny i mam nadzieje ,że znajdzie się ktoś kto to docenii. Potrzebujesz mieć kogoś kto się Tobą zaopiekuje, bedzie załatwiał te najtrudniejsze sprawy, wspierał i bezgranicznie kochał....... ? |
A jednak to miejsce istnieje..
Milo czasem zobaczyc swoja "pierwsza miłość" podobno sentyment zostaje juz na zawsze.. ;)
Czas leci... dni w kalendarzu uciekaja niesamowicie :)
Jak jest? Jest dobrze :)
Bo robie to co kocham... :) A na tym chyba polega sens życia w tym dziwaczynym swiecie... trzeba odnalezc coś co się kocha i po prostu to robić... z korzyścią dla siebie i innych...? Madrze zabrzmiało nawet... Ale zdecydownie leczenie zwierzat sprawia mi najwieksza przyjemnosc.. nie chce robic nic innego.. i obym nigdy nie musiała..
Staram sie cieszyc tym co mam.. i usmiechac..ale pewnie nigdy nie bedzie beztrosko jak kiedys...
Do pełnego szczecia potrzeba juz tylko jednego.. ale moze lepiej zeby nie było za idealnie..
Jakies kawy i inne ale nic konkretnego.. propozycji duzo ale moje wymagania zbyt wysokie... bywa ;]
Oby wrozba z wieczoru panienskiego nie musiala sie sprawdzic... tylko ja sama otworzyłam wino..
Pozyjemy, zobaczymy - moje ulubione :)
Czasem czegos sie zaluje jak juz jest za poźno... ale człowiek uczy się na błędach :)
Po za tym dowiedziałam się dzisiaj ,ze jestem kochanka mojego szefa i jezdze z nim po lasach takze całkiem miło...
uwielbiam ta mała miescine.. no nic sie nie ukryje nawet to o czym samemu sie nie wie... :)
tak bardzo bym chciała wstać i powiedzieć dzis jest ten dzien.. dzis wszystko się zmieni.. od dziś bedzie tylko smiech... od dziś i łzy będa smiechem.. od dziś wszystko bedzie układać się dobrze... tak bardzo bym chciała... ale tak samo bardzo nie umiem tego zrobić... ciagle sie zadreczam, sprawami z przeszłosci, i sprawami z przyszłosci których sie boje... które zjadaja mnie od srodka.. tak bardzo chciałabym być silna... postawic się, ale brakuje... brakuje odwagi. I ciagle jestem w tym samym miejscu. A moze jeszcze bardziej sie cofam... żałosne...
Odwagi dziewczyno odwagi...!
mowia ze co 66 milionow lat wszysto dzieje sie drugi raz....
szkoda ,że u mnie tak jest co roku... gdy zbliża sie luty, zawsze jest zle, gdy on trwa tez jest zle..
co roku w lutym obiecuje oprawe.. zabranie sie za wszysto na nowo... i co roku przegrywam...
tym razem chciałabym by było inaczej...
niech po lutym przyjdzie prawdziwa wiosna...
i w naturze i w moim życiu...
prosze..
chociaz wiem ze w 70% to zalezy odemnie...
na stare smieci... chociaz zupełnie inna....
zmieniona? odmieniona?
a moze jednak taka sama?
boje sie....
jak nigdy...
i jestem z tym SAMA
ja i strach
strach i ja
walcze....
|
...które idealnie pasuja.... Marzenie Marzenie świeże jak poranna rosa Miałam takie marzenie Piękne jak śpiew słowika Było już tak blisko Gdy ledwo poczułam jego zapach Uniosłam się nad ziemie Na skrzydłach z wosku Radość rozpaliła mnie Bardziej niż słońce Skrzydła stopiły się Spadłam jak Ikar moja gimnazjalna "twórczosc"... aż miło poczytać.. bo przychodza wspomnienia... wtedy sytuacja wygladała zupełnie podobnie... ale wtedy zakończyła się pozytywnie.. a teraz?
|
|
09 lutego 2009
|
|
|
Czasami czym bardziej chcesz wszystko poukładać, czym bardziej chcesz dojść do ładu. Tym bardziej wszystko się miesza i psuje...
|
|
07 lutego 2009
|
|
|
Żyje takim tępem jak nigdy. Korzystam ze wszystkiego czego się da. W portfelu mam aktualnie 10zł, na koncie 4,80zł. Wspaniale, dobrze, że są dziewczyny które zaopiekują sie mna do czasu aż nie będzie troche lepiej. Ponieważ oczywiście ostatnie pieniądze jakie miałam wydałam na trzy dniowe imprezowanie. Dwie pierwsze był naprawde kiepskie. Moja mina wkurzonego zjeba, odstaraszała wszystkich. Wczorajsza hmm spontaniczna i pozytywna, w końcu troche doszłam do siebie. Potańczyłam, pogadałam i się wyszalałam... Pospacerowałam z aparatem, dzisiaj znowu mnie nosi żeby gdzieś iść ale niestety trzeba spędzić ten dzień inaczej - książkowo. Nie lubie takich dni. Tak właściwie nie wiem co mi jest. Powinnam być cholernie szczęsliwa, zadowolona. Właściwie wszystko idzie tak jak powinno, w dobrym kierunku mimo kilku nie udanych spraw. Jest dobrze. A ja? Znowu chyba oczekuje czegoś więcej, gawiazdy z nieba? Właściwie chyba wiem czego chce. Wiem czego mi brakuje. Ale tego nie dostane. Nie teraz, powinnam naprawde się nauczyć, że w życiu są sprawy które wymagają czasu...
|
|
04 lutego 2009
|
|
|
Wiesz, nie obraź się teraz na mnie. Obserwuje Cie od wielu lat. Znamy się długo,mógłbym powiedzieć od zawsze. Wiem o Tobie bardzo dużo, więcej niż mogłabyś nawet przypuszczać. Zauważyłem coś wiesz... jesteś strasznie infantylna i niedojrzała emocjonalnie, ale dobrze chociaż ,że wiesz czego chcesz od życia. To niezbyt często idzie w parze. Tak czy inaczej dopóki nie dojrzejesz do pewnych spraw i zanim zrozumiesz ,że są rzeczy które wymagają czasu... Nigdy nie będziesz szczęśliwa i każdy facet będzie Cie krzwydził. Ale Twój świat, chociaż taki troche dziecięcy, jest piękny i mam nadzieje ,że znajdzie się ktoś kto to docenii. Potrzebujesz mieć kogoś kto się Tobą zaopiekuje, bedzie załatwiał te najtrudniejsze sprawy, wspierał i bezgranicznie kochał....... ?
|
|
03 lutego 2009
|
|
|
jestem z siebie dumna, a nie zbyt czesto mi sie to zdarza.... udało mi sie zaliczyć cały semestr w pare dni :D red bulle, burn, kawa brak snu... obawiam się ,że moja krew aktualnie jest czarna bo płynie w niej kawa :P wlasciwie nie ma czym sie chwalić, bo musiałam go zaliczać przez własne lenistwo.. ale sie udało... zostało jeszcze jedno zaliczenie ale w sumie nie boje sie go zupełnie bo to z kochanej diagnostyki... no i sesja :D Czyli 3 egzaminy , trudne egzaminy.... ale jak to mówia nic nie przeraża weterynarza... pozostaje sie uczyć... :) i głeboko mam to jego dzisiejszego zachowanie... nie bede blagac, nie bede dalej sie upokarzac.. mimo ,ze smutno... ale na kazdej plaszyznie zycia nie moze być dobrze... bo byłoby strasznie nudno... :) mój mózg pracuje teraz na wysokich obrotach nie ma co tego marnować i trzeba pociagnać to wszystko dalej....
|
|
31 stycznia 2009
|
|
|
Od rana patrze w okno. Tam ciągle ten sam obraz. Szary, smutny blok z kolorowymi balkonami. Tak jakby chciał ktoś na siłe uczynić go wesołym. Ale tak nie jest i nie będzie. Bo chociaż otrzymał kilka jaskrawych plam kolorów, zawsze będzie smutny i szary. Mieszkają w nim różni ludzie. Grubszy pan z małym pieskiem. Młode para alkoholików, nie raz w nocy słychać krzyki, nie raz na ścianie była krew. Starsza pani która usilnie co dwa tygodnie myje okno, myśląc chyba że gdy będzie czyste i w domu zrobi się weselej. Patrze na ten blok majać nadzieje ,że może mieszka tam ktoś szczesliwy. W szybie odobiają się moje oczy. Nagle zupełnie niespodziewanie spław z nich słona łza... Ja naprawde wierze w szczęście. Tylko jakoś ostatnio nie moge uwierzyć ,że i mnie ono spotka.. On - Ale czekaj nie rozumiem... Ja - Czego? On - Czego Ty oczekujesz? Czym jest dla Ciebie szczescie? Ja - Trudne pytania zadajesz dzisiaj... On- Widzisz sama nie wiesz czego chcesz. Wiec nie krzycz mi nastepnym razem ,że nie masz szczęścia! Wiesz pomyśl i sie zastanów, jak wymyślisz wrócimy do tematu.. Ja - Ja chce się tylko ciągle szczerze uśmiechać... On - Ale czy ktoś Ci zabrania? Ja - Nie, ale nie mam powodów... On - To znajdz je sobie Głupolu :) Ja - No dobra to poszukam... pfff nawet pomarudzić nie można..
|
|
spadłam na ziemie... szybko i bolesnie... ja wróbel, on gołąb... kolejna pomyłka... jak to człowiek jedna glupota może przekreślić wszystko... mam ochote pociać się plastikowym nożem... znowu jestem na samym dnie. i nie mam pojecia jak teraz mam się od niego odbić. a miało być tak pieknie.
|
|
30 stycznia 2009
|
|
|
sesja sesja... ale trzeba być do niej dopuszczonym... ,zeby sie o nia martwić... a mnie czekaja jeszcze 3 wielkie zaliczenia... po plotach w akademiku, usiadlam nad zagadnieniami.. i tak sie zawiesiłam, siedzac nad nimi i patrzac... nie wiem czy w ogole jest mozliwe nauczyć sie tego wszystkiego? i zdać to w tym samym dniu? horror... a mogłam być szczęśliwa fryzjerka..! w głowie siedzi on... widziałam go na uczelnii z długonoga blondynka oby to była tylko kolezanka z grupy.. i oby wolał brunetki ;) ale nie to mnie martwi.. raczej to ,ze na jego widok... skreciło mi żołądek... jak za czasów gimnazjum... hehe dziwne uczucie.. zupełnie zapomniałam jak to jest... motyle w brzuchu... normalnie nie wierze... ze to dzieje sie naprawde :) wizualizacje i 100% pozytywnych myśli aktulanie tylko to mi pozostało... walcze
|
|
29 stycznia 2009
|
|
|
Są takie dni gdy wszystkiego masz dosc... są takie dni gdy wszystko idzie pod prąd... są takie dni gdy nie chce sie nic... są takie dni gdy nie masz już sił.. mój limit szczęścia się wyczerpał... dobijcie mnie, albo sama to zrobie... teraz podtrzebny jest chyba tylko cud. cud nie nad wisła tylko nad odra.. człowiek zaczyna żalować zazwyczaj wtedy gdy jest już za późno..
|
|
27 stycznia 2009
|
|
|
On: Hej co z moja herbatka? Ja: (duże oczy) hej... On: Parzy sie? Ja: No juz nawet jest zaparzona... On: A jestes dzisiaj wieczorem? Ja: (wielkie oczy) Tak! On: To wpadne dzisiaj! Musze leciec! pa Ja: (olbrzymie oczy) Ok to pa... i wielki wybuch smiechu dziewczyn... :D Czasem lepsza jez bezczynnosc.. a szczescie samo przyjdzie :) No i był.. pogadalismy sobie, posmialismy sie.. I poszedl w jego stylu.. Ani do zobaczenia, ani daj swoj nr, tylko Dziekuje za herbatke... i ten rozbrajajacy usmiech :) i znowu musze czekać, na kolejne przypadkowe spotkanie... a raczej lewitować bo ciagle 3cm nad ziemia... ;)
|
|
26 stycznia 2009
|
|
|
Ostatnio ciagle mówie i myśle o tym co i jak chciałabym zmienić. W głowie powstał już pewien obraz. Ale tak naprawde tylko o tym mówie i myśle. Nie działam. Zmiany przyjda same, ale trzeba im wyjsc na przeciw... "Jesteś tym co czujesz. Jesteś tym co wiesz. Jesteś tym co potrafisz. Jesteś tym kim być chcesz..." I.B Bo każdy ma wolna wole. Czuje, zdecydowałam kim chce być. Tylko jeszcze troche za mało wiem, I jeszcze niestety za mało potrafie. Wiec czas zabrać się za poszerzanie swojej wiedzy... oraz zdobywanie nowych umiejetnosci... no i żyć z całych sił... Czasem do pewnych spraw trzeba dojrzeć, ja dojrzewałam conajmniej rok... I mam nadzieje ,że już do nich dojrzałam. Więc jutro pierwszy dzień. Inny niż wszystkie poprzednie.
|
|
25 stycznia 2009
|
|
|
Dawno nie piłam czarnej kawy... Wiele mi przypomina. Przypomina te gorzkie dni. Te tylko moje dni. Te spedzone inaczej, zmarnowane ale na swój sposób. Dziś znowu jest taki dzień. Wczoraj była taka noc, noc myśli. Dużo by się chciało, ale tak mało można zrobić w takie dni. Ale jak najbardziej są mi potrzebne. Nabieram wtedy siły. Ciężki tydzień. Zaliczanie całego semestru w 5 dni. A gdy wszystko pójdzie dobrze -nagroda. Jeśli nie pójdzie to hmm też nagroda. A teraz ostatnie łyki czarnej kawy, wyciage się wygodnie na sofie, włącze głośniej muzyke i jeszcze chwile pomyśle.. ,żeby za chwile zabrać się za ten stos książek, który tak na mnie patrzy już od dłuzszego czasu... A w głowie ciagle ten szalony dzień... Przedpołudniowe piwko w klubie bilardowym...Walka z soba w stajni, zreszta przegrana.. Potem spontaniczna i przypadkowa impreza... Taka na sto procent.. :) Bo lubie... bo lubie tak żyć. Jesteś tym co czujesz, jesteś tym co wiesz, jesteś tym co potrafisz, jesteś tym kim być chcesz....
|
|
24 stycznia 2009
|
|
|
Odobiłam się... zdecydowanie stawiam teraz na prawdziwe życie... Bo sens nie towarzyszy życiu automatycznie... trzeba mu go nadać... Chce żyć z całych swoich sił, nie marnować ani chwili, uczyć się, rozwijać, zostawiać po sobie jakiś ślad, żyć dla innych i dla siebie, prawdziwie... Cieszyć się tym co mam i dbać o to. Brać garsciami ale przedewszystkim dawać tyle ile się da... A gdy bedzie źle i cieżko, zagrysc wargi i walczyć. Nigdy sie nie poddawać. Żyj z całych sił...! :)
|
|
21 stycznia 2009
|
|
|
Szkoda, że ludzie nie maja takiego instynktu jak zwierzeta... owszem są bardziej rozwinieci intelektualnie itd... ale instynktu możemy zwierzakom pozazdroscic... np taki wróbel nigdy nie zakocha się w gołębiu nie mówiac juz o jakimś bocianie czy czapli.. A ludzie ciagle wybieraja tych nieodpowiednich... Taki bocian wie co ma robić.. latem zaklada gniazdo i wychowuje potomstwo.. na zime odlatuje... i nigdy nie zgubi się podrodze... bo dokładnie wie dokąd ma leciec... a ja? zawsze wybieram gołebie.. i pojecia nie mam gdzie powinnam dolecieć...
|
|
20 stycznia 2009
|
|
|
Po miesiacu imprez, zabawy i wspaniałego nastroju... przyszly dni wegetacji.. znowu zdrowie nawalilo, zawsze wybiera najgorsze momenty.. w szkole znowu pozawalałam wszystko jak leci.. ale tak mi sie nie chce siedziec nad ksiazkami.. tak mi sie nie chce robic cokolwiek.. nawet komputer dostal wolne.. po prostu leze albo spie.. nie znosze takiego stanu.. a kiedy przestaje dobierac telefony wtedy juz wiem ,ze jest całkiem źle... powinnam walczyć o niego.. robić wszystko ,zeby go spotkać... ale boje sie strasznie, że to bedzie kolejna porazka... kolejny do kolekcji... wiec moze lepiej skonczyc na tym co było i życ dalej z dobrym wspomnieniem... musze przestac wegetowac i wiem o tym doskonale... tylko znowu jestem jakas taka przygaszona... chyba kolejny raz musze poprosic o pomoc przystojnego blondyna... facet jakos inaczej zawsze patrzy na wszystko... musze zebrac w sobie te ostatnie iskierki sily... by znowu rozpalić w sobie ta prawdziwa energie... bo inaczej bedzie ciezko... ale wierze ,ze jakos znowu wszystko poukladam... a brak nastroju zwiazany jest tylko z choroba...
|
|
18 stycznia 2009
|
|
|
coś jest nie tak... tylko nie wiem co... chyba potrzebuje zmian... chyba potrzebuje wielu zmian.. waznych zmian... i chyba juz na nie czas...
|
|
12 stycznia 2009
|
|
|
W mojej głowie jest wiele historii które mogłabym tak zatytuować. Oczywiscie bardzo chciałabym pozmieniać tutuły na te spełnione, ale na wszystko przyjdzie czas. Postanowiłam tylko zmienić podejscie. Bo to przecież człowiek myślac pozytywnie wytwarza wokół siebie pozytywna energie. A ta pozwala działać zdobywać szczyty, zdobywać określone cele. A najważniejsze pozwala być szczesliwym. Oczywiscie szczesliwi jestesmy my jaki otaczajacy nas ludzie. A nic tak nie pomaga iść przez życie jak towarzyszacy Ci usmiech bliskich osób. Tak podchodząc do życia, możemy spełniać swoje marzenia. Dzisiaj troche o tym poczytałam, podyskutowałam i jakos natchneło mnie ,żeby przyjać tą zasade i u mnie. Przeczytałam też pare naprawde ciekawych i bardzo życiowych opowiadań. Takie zapedy humanistyczne... Tak czy inaczej zaczynam wierzyć ,że uda mi sie zupełnie wyjść na prosto. A raczej już w to wierze. Tylko trzeba (albo aż) odnalezc w sobie równowage, nauczyć się myśleć tylko pozytywnie. Wszystkie złe wposmnienia i sytuacje odsunać na drugi plan. Myśleć tylko dobrze. To taka mała hawajska szkoła życia. Może mi sie uda... aj powinnam napisac Na pewno mi sie uda! Tak czy inaczej od piatku myśle ciagle o nim. Ale nie jak o kolejnym facecie z imprezy. Raczej jak o bardzo interesujacym mezczyznie. Az sama siebie nie poznaje. Teraz tylko nie wiem czy pomoc szczesciu czy bezczynnie czekać aż przyjdzie samo...podobno czasem bezczynnosc to pozytywna cecha...?
|
|
Podobno gdy czegoś bardzo chcesz.. ciagle o tym myslisz.. i wierzysz ,ze sie to stanie przychodzi taki dzień gdy Twoje marzenie sie spełnia. Zazwyczaj sceptycznie patrzyłam na tego typu opowiesci. Ale teraz juz zawsze bede w to wierzyć... :) Rok wyzej u mnie na uczelni jest pewnien chłopak. Wypatrzyłam go gdzieś rok temu na jeden imprezie, od tego czasu strasznie mi sie podobał. Ale byli inni faceci i jakoś nigdy nie było okazji ,żeby sie spotkać. Raz czy dwa zamieniłam z nim kilka słów. W piatek miałam się uczyć, nigdzie nie wychodzić. W końcu namowili mnie ,zebym poszła na rynek na imprezke. Wsciekla i ogolnie w niezbyt dobrym nastroju poszłam. Nie żałuje, bo tam był ON. Spotakalismy sie przy barze, zaczelismy rozmawiac, zapominajac ,ze mielismy cos kupic. Zaprosił mnie do stolika. Przegadalismy cała noc. Jest taki jak myslałam, inteligentny, przystojny, zabawny, uprzejmy, towarzyski i ogolnie oh i ah... ;) napewno ma jakies wady ... ale aktualnie mało mnie one interesuja. Ogolnie był kierowca, nic nie pił. I tym bardziej mnie dziwi ,ze był taki jaki był. Odwiozł mnie potem do domu z bratem. Nie pamietam kiedy ostatnio z kimś tak dobrze mi sie rozmawiało. Ciagle smiejac sie i ciagle majac jakis temat po prostu super. I nie dosyc ,ze studiuje to co ja to jeszcze uwielbia teatr.. jak to dziewczyny powiedzialy cos musi być z nim nie tak.. Ten wieczór był dla mnie jak wygrana w lotto. Nawet nie zabrał odemnie numeru telefonu ale przeciez czesto gdzies mijamy sie na uczelnii.. moze kiedys, gdzies jeszcze... OBY... Przysiegam od piatku nie chodze po ziemii tylko unosze sie jakies 3 cm nad nia... :)
|
|
09 stycznia 2009
|
|
|
Myśli które kreca się, męcza, denerwują... chodza po głowie. W lewo i w prawo i na skos i znowu... nie dają spać i sie uczyć.. jest ich wiele i są takie niecierpliwe. Chcą wyjść z głowy, chcą by poznali je wszysyc... Mecza i dreczą okropnie... Myśli o tym co było, wsponienia. Myśli o tym co bedzie, oczekiwania. Myśli te dobre i te złe... Tysiace mysli w mojej głowie... Tysiace pomysłów... niby prostych ale jednak nie do zrealizowania. I dlatego tak męczą i drażnią bo tak by się chciało.. już teraz.. a potrzeba czasu... Nie lubie takich myśli... I tak myśle do trzeciej, czwartej, piatej nad ranem... I tak myśli i myśli i pewnie nic nie wymyśli...
|
|
07 stycznia 2009
|
|
|
impreza poniedziałkowa czyli powtórka sylwestra...szkoda słow.. miałam wyjsc na chwile.. wróciłam nad ranem... I znowu obcokrajowcy.. i znowu bez komentarza.. ale fajnie było... tylko końcówka głupia strasznie :P i te zdjecia... nie wiem co nas opetało :] rano.. kac... rownież i moralny ale zawsze mogło być gorzej... Sytuacja troche głupia, poznajesz faceta, fajny, naprawde przystojny. Taki w moim guście, ciemna karnacja, czarne oczy, wysoki. Mówi ,że jest z Palestyny, jego rodzina mieszka w Strefie Gazy. Mi to oczwiscie zupełnie nie przeszkadza. Gadamy, śmiejemy sie, tańczymy. A nagle on ,że wczoraj zmarło jego 3 kuzynów. Był wybuch bomby. I co odpowiedzieć w takiej sytuacji? On zaczyna robić się naprawde smutny, mówi ,ze mu strasznie głupio tu imprezować jak wie co dzieje sie w jego kraju. Zazdrości nam spokoju, zazdrośći normalnego życia, bo on każdego dnia kiedy odbiera telefon z domu boji się ,że znowu ktoś z jego rodziny zginał. Przyjechał do Polski ,żeby skończyć studia, odbić się i zabrać rodzine z tego horroru. Własciwie jakos zawsze byłam obojetna na to wszystko co sie tam dzieje... zupełnie nie wiem dlaczego. Moze kłamał nie ważne, tak czy inaczej wpisałam w google Palestyna i strasznie sie przeraziłam.. Palestyńczycy, mieszkający zarówno w Strefie Gazy, jak i na Zachodnim Brzegu Jordanu, żyją w warunkach permanentnej wojny i okupacji. Wystarczy przejrzeć informacje z ostatniego miesiąca, aby przekonać się, że atak, ostrzał rakietowy czy inwazja wojsk izraelskich to dla nich dosłownie codzienność. Niemal każdego dnia lokalne źródła donoszą o co najmniej kilku atakach na palestyńskie cele, w wyniku których zabitych zostaje kilka osób, rannych kilkanaście, a uprowadzonych i uwięzionych przez armię - kilkadziesiąt. Nie mam prawa oceniać, kto robi źle, czy Izrael czy Palestyna. Nie mam prawa bo zbyt mało wiem na ten temat. Teraz pewnie bede śledzić losy tej wojny. Ale wiem jedno i to mam prawo powiedzieć... nikt nie powinnien umierać. a my żyjemy sobie w spokoju.... i narzekamy ,że jest zbyt duży mróz... i tak nam źle i tak nie dobrze..... ale świata nie da się zmienić.... niestety...
|
|
05 stycznia 2009
|
|
|
..ale brakuje słów, moge Ci to namalować ale nikt nie wymyślił kolorów które mogłbym urzyć... na zawsze z Toba być, snic z Toba Twoje sny.. jak mam Ci o tym opowiedzieć... Kocham Cie już wiem... jedno słowo cichy szept...jedno słowo a tyle mieści się... " miłość? dla mnie... - chec czynienia dobra dla drugiej osoby - jak kogoś kocham to zrobie dla niego wszystko... wszystko pieknie, ładnie i kolorowo. Ale ja i tak czegos tu nie rozumiem. Jesli miłość istnieje. A przyjmuje ,ze istnieje. I nie mysle teraz o tej rodzicielskiej, przyjacielskie czy religijnej. Chodzi mi o ta miedzy dwojgiem zupełnie obcych dla siebie ludzi, którzy przez zrzadzenie losu gdzieś spotykaja się na drodze swojego życia. Potem już idą razem... Są ze sobą, mówia ,ze sie kochaja. Mówia MY. Maja plany na przyszłość. Staja się jednym ciałem, jedna dusza, nic po za nimi już nie istnieje. Czyli tzw miłość... Nagle coś peka, cos sie wypala, czegos brakuje... i tu juz konczy się miłość? Staja sie dla siebie zupelnie obcy.. dzień wczesniej myli zeby ta sama szczoteczka a dzien pozniej nie mowia sobie nawet "czesc" mijajac sie na ulicy... I wlasnie tego nie rozumiem.. dla czego człowiek jednego dnia mówi ,ze kocha drugiego rani? dlaczego udaje obcego? Przeciez jesli kogos łaczylo prawdziwe piekne uczucie tego nie da sie wymazać... nie da sie wymazac dni i nocy spedzonych ze soba.. to zawsze w nas zyje.. i bedzie żyć... Dlaczego od miłości jest tylko jeden krok do nienawisci.. dlaczego ludzie sie tak krzywdza... Nigdy tego nie zrozumiem.. Aktualnie robie wszystko by nie dać sie wplatać znowu w jakas bezsensowna miłość.. by znowu nie cierpieć, by znowu nie płakać.. bo chyba i tak nie wyleczyłam się jeszcze z tych starych... naprawde nigdy tego nie zrozumiem... Ktos kto wymyslil miłość zapomniał dodać ,ze powinna być na wieki....
|
|
03 stycznia 2009
|
|
|
naprawde zakochałam się i mysle ,ze to miłość na wieki :) zakochałam sie w górach okrytych sniegiem.. tam czesto anioły są radosne i tańcza.. i tam ja byłam szczesliwa... jeszcze jak zamykam oczy widze te cudowne widoki.. Polska naprawde jest piekna. Jeszcze miesiac temu nie wiedziałam gdzie dokładnie są Pieniny, teraz już wiem i napewno nigdy nie zapomne. Bede tam wracać zawsze gdy tylko bedzie mozliwosc.. Wypad wyjatkowo udany, to było poplontanie spontanicznosci, przypadku i dobrego humoru. Pieczony baran okazał sie starym capem.. :D Zamiast jezdzic na nartach jezdzilysmy konno. Poł dnia spedzilysmy w cudownym gospodarstwie które odkryłsymy zupelnie przypadkowo.. tak jak tam mogłabym życ. Konie. psy, koty, gesi no i kozy przedewszystkim... a mnie nic tak nie uszczesliwia jak zwierzeta... wiec po prostu promieniałam z radosci. Pobiegałysmy po nartostradzie wariatki. I był grzaniec. Wieczorem małe imprezki poznawanie :) W sylwestra rano postanowiłam zdobyc szczyt :P to było prawdziwe odpokutowanie za wszystkie grzechy z tamtego roku.. 1,5 godziny wdrapywania sie po lodzie i sniegu, praktycznie pionowo. Bo gazda ( który okazał sie dj) stwierdzil ,ze to najfajniejszy szlak. Było ciezko, zakwasy mam do dzisiaj, ale dla takich widoków... i zdjec było warto.. zeszłam zupełnie spokojna, szczesliwa i taka odmieniona... Sam sylwester raczej zapowiadał sie kiepsko. Ale kolejny przypadek sprawił ,ze usiedli do nas chłopacy którzy sa sasiadami dziewczyn...mieszkaja w jednym akademiku i do tego z kolesiem który od mi sie podoba :) i razem rozkrecilismy naprawde fajna imprezke.. :) powrót byl nawet udany.. caly przedzial zanosil sie od smiechu...:)) Działo sie dużo, to były zdecydowanie najlepsze wakacje jakie miałam. I chyba musze podziekowac za ta glupia irlandie bo gdyby nie ona ich by nie było... zawsze w sylwestra jestem jakas nerowa, smutna, od rana sie szykuje, zawsze o 12 placze.. a ten sylwester byl zupelnie inny owszem płakałam ale ze smiechu.. byłam wesoła, zupelnie było mi obojetne jak wygladam.. pelen luz :) i tak powinno być zawsze.. :) mówia ,ze jaki sylwester i nowy rok taki cały kolejny rok.. jesli tak... to bede caly rok sie smiac, rzucac głupimy tekstami, bedzie spontanicznie, przypadkowo, bede podrożować, poznawać nowych ludzi, bede przekraczać to co było zawsze dla mnie nie możliwe... i bede szczesliwa... :) po 21 sylwestrach jakie przezyłam zdecydowanie nie chcialam zeby to przysłowie sie sprawdziło ale tym razem bardzo tego chce... :) na i po tym wyjezdzie czuje sie zupełnie inaczej.. to było jak takie prawdziwe oczyszczenie.. i zebrałam siły na cały rok... własnie o to chodziło :) postanowienia na rok 2009 wymieniłabym pare rzeczy a raczej skopiowała to co w zeszłym roku.. ale nie chce za rok znowu kopiowac tych z tego.. dlatego po prostu: wykreslam ze swojego słownika "potem", " nie chce mi sie" , "od jutra", "moze kiedys", "boje sie".... a wtedy wszystko bedzie tak jak powinno być... :)
|
|
28 grudnia 2008
|
|
|
Rok sie kończy. Zostało pare dni , które maja być spełnionym marzeniem. Zobaczymy. Ogolnie ten rok był dziwny, wyjątkowo. Dużo się działo, aż za dużo. Wiele sie nauczyłam, wiele zyskałam ale i wiele straciłam... styczen - fatalne wydarzenia sylwestrowe , niby zakochana ale nie obecna, sie nudziło... chciałam wiecej a ciagle byłam w miejscu luty- ciezkie chwile na uczelni, nawet bardzo... on nie rozumiał ,ze powinnien być obok, a ja wiele wymagałam a mało dawałam... marzec- udało sie, sezon studenckich imprez.. niezapomnianych, on nie rozumiał, był zazdrosny, 8 marca ostatni raz razem... potem było tylko gorzej, pojawiły się łzy.. kwiecień- musze wybrać on albo studia... wybrałam... płakałam, miliony wylanych łez, miliony litrów alkoholu w mojej krwi, szalone imprezy, naprawde szalone... przeplatały się z nim jak zły sen.. na imprezie cudownie , rano łzy.. cieżko zapomnieć...juz na zawsze go straciłam maj- "znów przyjdzie maj..." ktoś nowy, dziwne, przygodowo, nieprzespane noce, cudowne poranki i wschody słońca, niezapomniane chwile :) zawiodła siostra.. znowu kogos straciłam... ale była wiosna... wszystko kwitło i ja... czerwiec- cudownie, zabawnie, wesoło, imprezowo, słonecznie, radosnie... wszystko działo sie szybko, nic nie było przemyslanie typowe życie chwila.. nie zapomne... lipiec- zakochana po uszy... chociaz strasznie sie broniła.. pierwsze dwa tygodnie wysnione i wymarzone.. weekend nad jeziorem, rowerki słonce i lato... ciagle razem, niespodziwanie, zaskoczeni, bo tak nie miało byc? i kolejny wybor.. wyjechac czy nie... wiele watpliwosci .... ale wyjechałam.. potem było zle... pierwsza podroz samolotem i zycie o ktorym chce zapomniec... sierpien- irlandia okorpnie ohydnie, nigydy sie tak nie ponizylam, nigdy nie myslalam ze tak dam sie upodlic za to kilka euro, okropnie, deszczowo, smutno, tesknilam, było źle ale zaciskałam wargi i starałam sie przetrwac.. przetrwałam... wrzesień - cudowny weekend w Londynie, spontaniczny, wesoły bo w dordze do domu, potem zdane egzaminy, i jakas taka wegetacja, oczekiwanie na cos co mialo byc ale nie było... pazdziernik- dziwny dalszy ciag wegetacji przy nim, bezsensu, bez celu, raz cudownie a raz zle... listopad- lepiej, ale zaczely sie wyrzuty, bo nie potrafilam zrozumiec co robie zle.. "taki jestem nigdy sie nie zmienie"... a ja nie potrafie byc z kims takim... i koniec wiosennej niezapomnianej przygody... na zakonczenie glupia impreza... grudzień- nowe nastawienie, nowe zycie, inaczej, weselej, optymistycznie i oby tak zostało... rok w ktorym straciłam 3 bliskie osoby... rok niby pozytywny ale negatywny, niby radosny ale smutny, dobre chwile przeplatały sie z tymi złymi, spełnione marzenia z tymi straconymi, prawda z kłamstwem, miłośc z nienawiscia, raz gorzko raz słodko... to był taki bardziej dorosły rok.. i to mnie przeraza... bo przeciez bede robic sie coraz starsza... bedzie trzeba podejmowac trudniejsze decyzje zycie przyniesie wiele złego i to wszystko trzeba bedzie petrwac... dlatego staram sie byc coraz bardziej silna. Bo musimy byc silni ,zeby przezyc to... przezyc życie które nie zawsze bedzie wysnione i radosne. Bedzie duzo przeszkód pod nogami, bedzie duzo zakretów, i rozwidleń. Wiec tylko od nas zależy jak bedziemy ta drogą iść... byle do przodu.. byle do celu... Na nowy rok wszystkim i sobie zycze szczescia... nie pieniedzy i zdrowia... bo ci na Titanicu mieli zdrowie i pieniadze... zabrakło im tylko szczescia :)
|
|
27 grudnia 2008
|
|
|
Po świetach. Przeleciały szybko jak zwykle. Było wyjatkow sympatyczne i miłe. I chociaż zimno na dworze, w domu było bardzo ciepło... Lubie takie chwile. Cały dzien rodzinnie.. a potem z tymi innymi bliskimi. I przed parapetówka się udała. Troche nowych znajomości. I odswieżenie tych starych... :) A co zostało po świetach? Kilka kg więcej.. i pocięta ręka...! Tak to jest kiedy sie zbyt ostro imprezuje.. oczywiscie odważna pani weterynarz bała się jechać ją zszyć... Ale nie chciałam w stanie wskazujacym jechać na pogotowie.. po co.. jakoś samo sie zrośnie.. chyba.. Narazie strasznie boli.. ale dla takiej imprezy pociełabym sobie i druga ręke :) jak to ktoś powiedział - wariatka.. Zrobiło się kolorowo wprost różowo.. Żyje tak jak chce, tak jak lubie. Nie musze nikomu sie tłumaczyć, nikogo o nic prosić. Z nikim nie musze się liczyć, robie to na co mam ochote... zupełnie zapomniałam jak miło być singlem... Chociaż mało brakowało i znowu bym nim nie była... ale jak obiecałam tak będe robić... nie wpakuje się w coś co nie ma sensu.. tylko po to by nie być sama... dziś ostatnie spotkanie z tymi bliskimi w starym roku.. bo jutro już kierunek góry... troche sie boje bo jakies to takie nie zorganizowane...ale musi sie udać :) bo pozytywne nastawienie to połowa sukcesu :)
|
|
25 grudnia 2008
|
|
|
Anioły cały dzień płakały nad naszym miastem... zreszta nie tylko one... dziś dużo ludzi płakało... a tak nie powinno być... dużo bliskich mi osób... jestem z Wami... chociaż wiem ,że to nie wiele... życie jest takie kruche... dopiero gdy wracałam z pasterki niebo sie przejasniło... gwiazdy dziś są wyjatkowo jasne... świeca pełnym swym blaskiem... jest rodzinnie i dobrze. takie powinny być świeta.. tylko troche tesknie. tylko troche żałuje. ale jednak... oby wszystkie życzenia sie spełniły... a szczegolnie to jedno... to które najbardziej mnie zaskoczyło...
|
|
24 grudnia 2008
|
|
|
Wszystko jest... choinka, pierniki, prezenty, krokiety, pierogi z kapusta, piekne swieczniki ustrojone, światełka przed domem, na miescie stajenka, wielka choinka. Wszystko jest tylko jak to ja ciagle barakuje mi czegoś do szczescia... Śniegu! Ktoś obiecał mi ,ze w tym roku bedzie. Własciwie ma jeszcze pare godzin... wiec czekam... Gdy byłam mała.. no moze nawet nie zupełnie taka mała. Wierzyłam ,ze kazdy płatek sniegu odrywa sie od anielskich skrzydeł. Kazdy płatek to puch ze skrzydła ,ktory delikatnie spada na ziemie... Spada tylko wtedy gdy anioły tańcza. I tak trzepiacac skrzydłami, obijaja sie o siebie... a puch zlatuje do nas... Ubierajac cały świat w białe anielskie skrzydła... wiec czekam na snieg.... czekam ,az anioły beda radosne... by mogły zatanczyć... "A Ty Aniele wzbij sie i leć, szczesliwy do raju... A gdy tam przybedziesz zrzuć nam kawałek siebie.." I wcale nie jestem smutna.
|
|
23 grudnia 2008
|
|
|
Zaszalałam jak to mam w zywyczaju, moj biedny organizm błagał dzisiaj o zostanie w domu. Cztery dni imprezy, zakonczone taka naprawde sycie zakrapaina. Ale strasznie sie ciesze ,ze udało mi sie w ten weekend spotakć z tyloma naprawde fajnymi i pozytywnie zakreconymi ludzmi :) teskniłam za nimi strasznie. Pozostały swietne wspomnienia i ból watroby. Bywa...:) Mama w kuchni smazy krokiety, tata przycina choinke, babcia wtraca sie do wszystkiego. Wbiega brat i wyjada ostatnie pierniki. Mama krzyczy , tata sie smieje. Pod choinka lezy juz samochodzik dla naszego maluszka. A ja siedze i tak na nich patrze i jestem tak cholernie szesliwa....! Uwielbiam swoja rodzine, pewnie jak kazdy. I chociaz lubie byc tam to jednak w domu czuje sie najlepiej.... bo w domu zawsze jest najlepiej... wiec tak siedze i sie ciesze.. cholernie ;) Ogolnie to moje pierwsze swieta singla... dziwnie. Zupelnie nie wiem co bede w nie robic. Bo zawsze był jakis on... z ktorym było mozna isc na pasterke, na impreze w pierwsze swieto, a w drugie zwyczajnie sie polenić... Rok temu w wigilie dostałam piekny złoty pierscionek a z nia pewna obietnice. Nie dotrzymalismy jej razem. Mama spytała dzisiaj czy załuje... ale ja jeszcze nie wiem. W tym roku nie bedzie pierscionkow... i bede musiała sama zasypiać zmarznieta po pasterce. Dziwnie i troche smutno...ale widocznie tak musi byc. Rano dostałam niemiła wiadomosc. Zginał młody chłopak w wyapdku. Znajomy. W takie dni jak ten widze jak bardzo kruche jest nasze zycie. Dlatego trzeba z niego brać jak najwiecej..! I nic nie zostawiać na kiedys... bo kiedys może być za późno... Kolejne postanowienia na nowy rok: W tym roku Hiszpania... nie bede dluzej czekać! I popływam w basenie z delfinami... :)
|
|
20 grudnia 2008
|
|
|
Przyjałysmy dzisiaj z Lola do domu, całe i zdorwe, szczesliwe bo ... w domu :) Lola podenerwowana wygladala z torebki cała droge, to była jej pierwsza podróż pociagiem... Wbiegłam i wyszłam... jak mówiłam. Spotkanie z lejdis jak najbardziej pozytywne, tylko jeden fakt mnie przeraża... one planuja słuby! zaczeły budowe domów..! mysla o dzieciach... a ja? a ja nawet nie wiem co bede robic w przyszły weekend.. :) dochodze do wniosku ,ze chyba jednak skoncze z psem w małym domku w lesie.. karmiac sarny o swicie.. i malujac obrazy na poddaszu.. moze byłabym szczesliwa :) wczorajasz wigilia :) bosko... gdy tylko zaswieciła pierwsza gwiazdka usiedlismy do stołu prawie dwadziescia osob bardzo bliskich... 7 kg pierogow, 20 krokietów, gar barszczu itd itp... no i paczu nie zabrakło... i jakies dziwne cos ala kamikadze ale czerwone sie znalazło... :P takie wieczory jak tamten sa bezcenne...:))) nawet nie chce myslec co bedzie jak skończe studia i kazdy pojedzie w inna strone... :/ potem tance... i oczekiwanie na powrót chłopakow z hiszpanii... no i przyjechali :) i chociaz on nie przyszedl tak jak mówiłam dobrze sie bawiłam.. w koncu oczy same sie zamykały ( przez koło spałam tylko godzine) poszłam do domu... juz wybieram sie spac... a impreza przeniosla sie na mieszkanie no i do rana heh :) nie powiem ale ktos powinnien za to ostro oberwać :P... W domu zupełnie inaczej... mój nowy pokoj.. tak siedze teraz wlasciwie mogłabym powiedziec nad ranem... patrze i nie wierze ,ze to MOJ MOJ i tylko MOJ kat... :) wlasciwei moje male mieszkanie... bosko... :)) od dzis mieszka z nami babcia... a ja jak to ja rodzinna ciepła klucha na maxa sie ciesze... :) Swieta czuc po mału.. nawet Cssasim w stajni postanowi porzreć choinke.. szkoda tylko ,ze nie zwrocił uwagi ,ze ja na nim siedzie :) i wypadałoby mnie słuchac... ale dostał swierkowa gałazke i wrócił do treningu grzeczny...:) Coz ale ,zeby nie było za pieknie, za slicznie i za cudownie... musiałam dostac dzisiaj jedna informacja po pysku... tak siedziac rozmawiajac... o facetach tych byłych i przyszłych... -Ej a wy we wrzesniu bylyscie ze soba? Juz wiedziałam co to znaczy... sklamałam broniac honoru - no wlasciwie nie.. ciezko okreslic - A to dobrze bo wiesz... kazde kolejne słowo było jak kamien celnie rzucony w moim kierunku... Jak mógl byc tak bezszczelny... w nocy spac z jedna laska w łozko a rano dzownic do mnie skruszony, ze nie bylo zasiegu... czy pojade z nim do poznania, czy nie jestem zła ,ze tam został...no bo wiesz nie chcialem wracac po piciu... a ja naiwna i głupia... jak dobrze ,ze to juz sie skonczylo.. jak dobrze ,ze to juz nie wazne... jak dobrze..! Jestem teraz zupełnie przekonana ,ze to był słuszny wybor. Jest mi przykro ale przezyje. Bo co nie zabije to wzmocni... teraz juz nawet nie szanuje...zawiodłam sie na maxa... Pewnie jeszcze nie raz sie zawiode.. Ale robie sie z dnia na dzien silniejsza, pewniejsza. Pewniejsza ,ze i ja zasluguje na szczescie. Nie musze byc z kims kto mnie nie szanuje. Przestałam być naiwna , już nigdy nie pozowole sie tak traktować! Kazda kobieta powinna sie szanować... bez wzgledu na wszytsko...a szczegolnie na to co czuje... Powinna wiedziec czego chce, czego oczekuje i na co zasluguje... by po prostu byc szczesliwa...! Kolejne postanowienie na nowy rok... Kolejny zwiazek dobrze, bardzo dobrze przemyslec... niech wygra rozsadek...! Jesli bedzie jakis zwiazek.... A teraz ide spac... w koncu w moim łozku i w moim kochanym domu... ;) Podobno pierwszy sen na nowym miejscu jest proroczy.. a tak jakby po remoncie to moja pierwsza noc tutaj... wiec ciekawe co dzis wydarzy sie w moich snach... :) -Ania chociaz zmieszana, ciagle optymistka :)
|
|
17 grudnia 2008
|
|
|
Jakoś przeleciały te trzy okropne dni, okorpne bo książkowe. Ale niestety wybierajac te studia, mogłam sie z tym liczyć. Tylko czy piecio letnia dziewczynka może wiedzieć co to tak naprawde znaczy? Bo mniej wiecej tyle miałam lat gdy postanowiłam ,ze bede weterynarzem. Zreszta co innego mogło ze mnie wyrosnać :) skoro tata gdy jeszcze lezałam w wózku przynosił do mnie rózne zwierzeta i pokazywał - Widzisz tutaj ma nosek, a tu ogonek. Ku zdziwieniu mojej mamy pewnego dnia zakradł sie do naszego pokoju ze słoikiem w którym trzymał nietoperza. Mama wchodzi a Tata opowiada - To ssak, ale ma skrzydła, słabo widzi, ale dzieki ultradzwieka i echolokacji potrafi tak jaby zobaczyć wszystko. Ciezko było wytłumaczyć Tacie ,że 2latek i 7 latek nie bedzie mogł zrozumieć co to echolokacja... :) Potem kiedyś przeczytano mi ksiazke o lekarzu który rozmawia ze zwierzetami.. Tak bardzo chciałam porozmawiać z moim psem... nie ustannie mówiłam do niego oczekujac odpowiedzi :) Ale niestety nic z tego.. Teraz w pewnym sensie uczą nas z nimi rozmawiać. Trzeba obserwować dla zwierząt mowa jest ruch ciała. Tak czy inaczej zakochałam się jako dziecko w zwierzakach i tak pozostało :) I własciwie nie wyobrazam sobie studiowac czegokolwiek innego... chociaż jest ciezko, mój mózg czasem paruje, oczy same sie zamykaja, a nogi rwia sie gdzies potanczyć... przeraza mnie tylko jedno... ,ze nie wystarczy skończyć studia, w tym zawdzie jak i w wielu innych trzeba się uczyć do końca życia. Ale to olbrzymia przyjemnosc pomagać i leczyć..:) Jeszcze kilka lat.. pewnie przeleci.. i wezme swoja lekarska torbe i uciekne na sawanne leczyc lwy ot co! :D A teraz chce przezyc jutrzejsze koło..... y celebrar una fiesta :D Bede tanczyc do białe(as)go rana <lol> nawet jesli on nie przyjdzie... ;) A w piatek do domu.. :) tylko nie wiem jeszcze jak powiedziec rodzica... ,ze po trzytygodniowej nie obecnosci wejde zostawić tylko torbe i lece na miasto.. ;] coż wybacza...:) spotaknie z lejdis wazniejsze :D Ahh swieta swieta :) uwielbiam... a tato kupił juz jodłe ;)
|
|
16 grudnia 2008
|
|
|
"Ja wiem ,ze do ciebie przyjdzie tez dzien ktory wzbudzi w tobie moc.. ....tylko od ciebie zalezy jak Twoje zycie wyglada..." Gdy sobie przypomne ,ze jeszcze tydzien temu siedziałam w tym samym miejscu, patrzyłam w ten ekran, łzy spływały po policzku. Było źle... było bardzo żle. Własciewie nic konkretengo sie nie wydarzyło. Po pewnej bardzo ciekawej, innej i troche dziwnej rozmowie, wszystko sie zmieniło. Ale konkretnie zmieniło się moje nastawienie. Uwierzyłam ,że bedzie dobrze... i JEST Bueno! Dzisiaj płakałam dwa razy... Ale ze smiechu. Uwielbiam kiedy pozytywne emocje ogarniaja cały moj organizm. Każda komoreczka smieje sie ze mna i zaczyna zdrowiec. To po prostu czuc. Kiedy tak siedze nad ksiazka , czytajac milionowa nazwe łacinska, uczac sie o jakis bakteriach czy wykwitach skórnych :| ...przychodzi do głowy duzo mysli. Naleze do osob które w skupieniu wytrzymuja maxymalnie 15 minut... potem zawsze bujam w obłokach.... i tak sobie wspaniale wczoraj bujałam.. i wpadłam na kilka nowych pomysłów. Ale najwazniejesze udało ustalic sie komu co kupić na swieta... tylko hmm środkow brak... oby doszły pieniadze z Dublina.. oby oby ;) W innym razie każdemu coś narysuje :D (juz im współczuje prezentu) chociaz nie wiem czy moje rece beda chciały wspópracowac z pastelami. Zdecydowanie zbyt długo sie nie widziały. Trzeba bedzie nadrobić. Z playlisty wyrzuciłam wszystkie smutne piosenki. Z głowy wyrzuciłam wszystko to co było smutne. Z serca nie da sie nie których smutnych rzeczy wyrzucic. Ale te w sercu nigdy nie są tak do końca smutne. Tak czy inaczej pozbyłam się wszystkiego co było naprawde smutne... By zacząć żyć na nowo... na kolorowo ;) Jestem bardzo zmeczona.. ale pozytywnie. Bo teraz nawet zmeczenie bedzie pozytywne. Czterogodzinne koło z diagnostyki - może dobić. Na końcu byłam tak zamotana ,ze chyba własnego psa bym do siebie nie przyprowadziła. Ale zaliczone. To najważniejsze ;) Do tego straszne zakwasy, zachciało sie koni i jogi... ale lubie takie zmeczenie. Lubie kiedy wszystko jest dobrze. Lubie spokój ten taki wewnetrzny ,ze nad wszystkim mam kontrole. Bo wszystko co sie wydarzy zalezy tak naprawde od nas. Tylko trzeba uwierzyć... usmiechnac się i żyć. - Ania optymistka.... :)
|
|
15 grudnia 2008
|
|
|
Prawdziwa masakra, ktora sama sobie zafundowałam.. bo przecież nie lubie sie nudzic? 3 i pól dnia zagrzebania w ksiazkach po uszy... ale nie poddam sie... pozaliczam wszystko przed świetami :) by potem zyc w rytmie salsy... i szaleć... :) grafik przedswiateczny juz zapelniony... pełno ciekawych i mniej ciekawych propozycji... spotkania po latach... i te pierwsze... ;) dzis zauwazylam ze przystojny blondyn... nie jest blodnynem... na jego zgolonej na zero głowie.. pojawiły sie włosy.. jest brutnetem... co nie zmienia faktu ,ze przystojnym ;) To beda ciezkie ale mam nadzieje owcne dni... zero kompa ( za duzo trace tu czasu :/) tylko koni sobie nie odmowie... i zakupy swiateczne przeloze na piatek.. a w czwartek weterynaryjna wigilia...(czyt ostre picie w doborowym towarzystwie ) powrot wygnacow z hiszpanii :) et salsa noche :D i randka z moim przyszlym mezem.. tylko on jeszcze nie wie... ,ze bedzie moim mezem... no i .... ,ze ma randke :D tylko przezyc te kilka dni.....
|
|
14 grudnia 2008
|
|
|
Wazny a moze najwazniejszy... Powinnien towarzyszyć nam w trudach kazdego dnia.. usmiech :) Ostatnio o tym całkowicie zapomniałam. Ale ktoś własciwie obcy postarał się by on powrócił. Udało sie. Wrócił i jest :) Podobno najwazniejsze jest nastawienie. Kiedy budzisz sie rano i mowisz sobie dzis bede miec dobry dzien, zazwyczaj sie to sprawdza. Musisz sam siebie przekonać ,ze zasługujesz na szczescie. Zasługujesz na to ,zeby przezyć zycie tak jak zapragniesz. A kiedy uwierzysz ,ze masz siłe osiagniesz sukces. Wiadom ,ze wszystkie problemy nie uciekna. One ciagle beda ale usmiechajac sie i wierzac ,ze nim sprostasz bedzie dużo łatwiej. Pamietam czasy z przed kilku lat. Byłam typowa optymistka. Może naiwna, ale zawsze wierzyłam ,ze wszystko dobrze sie skonczy. I faktycznie wtedy było dobrze. Zycie było kolorowe, wesołe, kazdy cel był osiagniety. Szkoda ,ze zapomniałam jak bardzo wazne jest pozytywne nastawienie. Ale czas znowu przywrocić stare zasady. Czas znowu zaczac żyć po staremu :) Cieszyć się każda chwila. Każdym dniem. Ptakiem który rano usiadzie na parapecie i podglada jak pije pierwsza kawe. Słońcem które wychodzi z za chmury i delikatnie w mrozie ogrzewa twarz. Smakiem goracej czekolady. Zapachem bzów na wiosne. Widokiem wzburzonego morza i osniezonych gór. Wolnościa konia w galopie. Radościa dziecka. Niespodziewanie spełnionym marzeniem. I wszystkim tym co piekne i dobre...:)
Bo moje zycie w koncu nabiera barw.... :)
|
|
13 grudnia 2008
|
|
|
Wstałam rano z usmiechem tak jak obiecalam :) a potem samo wszystko potoczylo sie pozytywnie ;) zajecia ekstremalnie milo nawet kalosze idealnie czyste... potem w koncu chwile które uwielbiam czyli stajnia... konie konie i konie :) ten zapach... to zmeczenie ta obita dupa :P i smiech w samochodzie z chlopakami ;) potem szybki prysznic i wypad na miasto... calkiem spokojnie i wlasciwie nie naturalnie jak dla mnie wieczor pozytywnie spedzony z 3 ciekawymi osobami :) grzaniec na rynku...pyszny jarmak swiateczny... niestety wiewiora nie trafilismy i clubing.. spiz, 7kotow, sfinx, paryka, intro itd itp nawet Maca odwiedzilismy :D było tak jak powinno być... ;) POZYTYWNIE rozmowy które pomogły... żarty, kawały, siłowanie sie na reke ;) i nie obyło sie bez dziwnych pomysłów dlaczego by nie wejsc na pomnik? wiec i dosiadanie LWA sie udalo... ;) a potem dolaczylismy do reszty ekipy..:) i dlugo dystansowy spacer do domu po ostrowie... podsumowujac: KOCHAM WROCŁAW :))))) dla takich chwil warto zyć.... :)!
|
|
11 grudnia 2008
|
|
|
Jest taki jeden mezczynza na swiecie ktory nigdy mnie nie zawiodł... Jest taki jeden mezczyna którego szanuje i kocham... I on kocha mnie bardzo... :) Miloscia ktorej nigdy nikt nie zrozumie... taka najlepsza, beztroska, bezwarunkowa, po prostu prawdziwa bo rodzicielska :) Dzis konczy 51 lat czas leci nie ublaganie.. zawdzieczam mu tyle ,ze nie sposob byłoby mi wymienic wszystko.. nauczył mnie wiazac sznurowki... nauczył mnie pływać... nauczył mnie jezdzić na łyżwach.. itd itp... ale najwazniejsze nauczył mnie marzyc... i kochac zwierzeta :) dzieki temu moje zycie jest takie a nie inne... Uwielbiam z nim rozmawiac... uwielbiam z nim jechac na ryby... uwielbiam z nim naprawiac samochod.. uwielbiam z nim chodzic po lesie... uwielbiam z nim spedzac kazda wolna chwile co dla moich znajomych wydaje sie byc dziwne i nie zrozumiale... ale... chyba nie ma drugiego mezczyzny na swiecie... ktory tak mnie rozumie...! uwielbiam gdy dzowni i mowi: - Rybko nie zganiesz co wiedziałem! - Co? - Stado danieli z małymi! Tej radosci w glosie nikt nie zrozumie, tylko tacy zakreceni jak my ;) Oczywiscie jak kazdy ma gorsze dni.. pomarudzi, pokrzyczy, czasem nie slucha, czasem jest zły i ponury... ale to dla nas wychodzi o 7 do pracy potem przychodzi zjesc obiad i chociaz w oczach widze jak bardzo mu sie nie chce wstaje i jedzie dalej... czasem wraca o 23 czasem o 1 zmeczony kladzie sie na lozku i nie ma sily juz na nic... ale wie ,ze robi to dla nas bo KOCHA i ja KOCHAM i SZANUJE i zawdzieczam naprawde duzo... dlatego w dniu urodzin TATO zycze Ci spelnienia jeszcze tych nie spelnionych marzen... i obiecuje ,ze te ktore juz nie moga byc przez Ciebie spelnione... chetnie dokoncze... :) bo Twoje marzenia sa tez moimi marzeniami :)!
|
|
10 grudnia 2008
|
|
|
Za namowa Przystojnego Blondyna przestaje marudzic tylko biore sie do roboty... Bo jak to powiedział "lenistwo to nałóg"... Tylko ciezko nie marudzic... i ciezko rzuca sie nałogi... a z nim było mi wyjatkowo dobrze... bo lubie czasem byc leniem... wlasnie czasem a ostatnio bylam ciagle... nie wolno mi wegetowac... bo swiat jest zbyt piekny :) słonce wstaje kazdego dnia, wieje wiatr, sa zapachy jest smak, jest dotyk sa rosliny i zwierzeta.. :) i ludzie dla ktorych warto być dla których warto żyć...! i garstka marzen do spelnienia...
|
|
Dobiłam się, tak jak dobija sie umierajacego psa, samodzielnie podałam sobie morbital, dozylnie, wlasciwie nic wtedy sie nie czuje, nie ma bólu, pies zawsze ani drgnie, powoli tylko zasypia... na twoich oczach... Tak wlasnie stało sie dzis ze mna... dzisiejsze wydarzenia były jak morbital... No i co teraz? Nie wiem Jedni mowia walcz! inni płacz...! A ja nie bede ani walczyc, ani płakac, powegetuje az sytuacja nabierze barw... bo przeciez kiedys musi... a w takie dni jak ten tesknie mocniej... bo w takie dni jak ten dobrze jest byc z kims... by moc lezec wtulona, pić wino, śmiać się. Pozwoliłabym nawet rozczochrac moje włosy :) Pozwoliłabym nawet sie nademna "poznecac" :) A potem zasnac... Obudzic sie nad ranem...gdy już słonce wschodzi.. I cichutko uciec do domu... Ale takich porankow juz nie bedzie...
|
|
08 grudnia 2008
|
|
|
Dziś cos we mnie pekło... To bardzo zabolało. Obawiam się ,że sie poddaje. Nie mam siły już walczyc. Nie mam siły udawać. Nie mam siły przklejać sobie usmiechu. Bo tam w srodku we mnie dzieje sie cos czego nie potrafie nazwać. Wstałam z łóżka o 15. Tak własciwie nadal nie wiem po co. Mogłam tam zostać i tak nic by sie nie zmieniło. Naprawde głupie mysli przechodza mi przez głowe. I naprawde nie wiem jak sobie z tym poradzic. Czuje sie słaba i bezsilna. A mysl ,ze osoba która po czesci spowodowała to co czuje teraz już pewnie o mnie zapomniała, boli jeszcze bardziej. I chociaz wiem ,ze tesknie za czyms co juz dawno nie istaniało. To i tak nie potrafie przestać myslec i zapomnieć. To jest chore ,ze zawsze gdy cos sie konczy pamietamy tylko to co było dobre. To tak jak ktoś umiera, nikt nie pamieta jakbym był złym człwiekiem. Pamieta sie tylko to komu pomógł i same te dobre rzeczy. Tak samo jest teraz ze mna. Pamietam tylko to dobre. I chociaz na siłe przywołuje złe wspomnienia. Uciekaja szybciej niz zdarze sobie wszystko przypomniec. Nie chce nawet myslec co czułabym bedac w domu. Dobrze ,ze miałam gdzie uciec. Chociaz i tutaj sa wspomnienia. Katuje sie ogladajac zdjecia i filmy. Katuje sie jak nigdy. To jest zdecydowanie chore. Zmarnowałam tyle godzin, tyle czasu któy mogłam zupełnie inaczej spedzic. W którym mogłam coś przeżyć, z kims być, cos poznac, czegos sie nauczyc. A ja ciagle siedze w tym samym miejscu... Zagryzam wargi, ocieram łzy i wegetuje. Bo już nie mam siły walczyć...
|
|
Przystojny Blondyn po pierwszej.. : "Nie żałuje Ciebie:) powiem Ci szczerze, że wierze w Ciebie, nie pytaj skąd mi sie ta wiara bierze, ale coś takiego faktycznie odczułem. Tylko przełam lęki, a znikną w mgnieniu oka:) I nie tłumacz sobie niczego tak jak ja niegdyś, bo człowiek naprawde jest kowalem swojego losu, jak wyświechtany slogan to by nie był, to jest prawda życia i nie taka smutna, ciężka, wymagająca samodyscypliny, zaparcia czy innych kojarzących się mało ludzko rzeczy. Albo inaczej-każdy jest jak dziecko z farbkami, a kartką jest jego los, jego życie. Ważne, żeby z malowania miec radochę i wierz mi, że nie jest to nieświadome oszukiwanie się głupiego marzyciela w w rzeczywistości okrutnym, smutnym i trudnym świcie. Jakby świat był taki zły, to skąd na nim hawajskie palmy, alpejskie stoki, karaibskie plaże, nowozelandzki wodospady, brytyjskie klify, afrykańskie sawanny i polskie kobiety:)? właśnie zauważyłem Twój opis... tak przyjdą lepsze dni, ale nie "kiedyś", one idą już, to te najbliższe:) :* " Inteligentny?Zyciowo doswiadczony? A moze spalony.. :D Jakby nie było cos w nim jest... elektryzujacego :) Przyciaga... I tak marnujac znowu jakze cenny moj czas, w mojej sytuacji kazda minuta jest na wage złota.. Nie zauwazylam gdy łazienka wypelnila sie woda... pralka sie pomylila i wylewala wode prosto na podloge.. Niczym rasowa blondynka wbieglam i otworzylam płytke w obudowie wanny. Woda spłyneła pod wanne i owszem ale ku mojemu zdziwieniu nie ma tam dla niej odpływu. I tak własnie spedziłysmy dwie ostatnie godziny na wyciagniu wody z pod wanny. Brawo dla panny Anny! A ktos by powiedział "Tak tak brawo moj Trollu". Ale nie powie. Niech ten rok juz sie skonczy... bo ilosc pecha przeszla juz wszystkie normy! ale przeciez nigdy nie jest tak zle ,zeby nie moglo byc gorzej... ;]
|
|
07 grudnia 2008
|
|
|
Zazwyczaj jest tak samo.. lekki ból głowy.. brak checi wstanie z łóżka, jeszcze ta dzisiejsza pogoda... Jak było? Cieżko to okreslic jednym słowem... Właściwie bardzo fajnie, pozytywnie, przyjaciele, alkohol, jedzienie i wszystko co potrzebne jest do dobrej imprezy... Droga z domu do grawy hehe pamietliwa :) Potem sto lat nie raz... "Jedziesz ze mna w sobote wejsc na snieżke?" Jak zdam to pojade ot co! i parkiet... ha! i znowu poczułam sie wolna... :) Znalazł sie nawet Pan informatyk ale zrobiałm unik ;) boo przeciez salsa z Pedro była zdecydowanie lepsza... Ten Portugalczyk strasznie kogos przypominał... tylko oczy miał czarne nie niebiskie... I nagle wszystko zaczeło sie sypać... Puścili dzem..Pedro spiewal nieudolnie do ucha.. I wtedy zobaczyłam ,ze wszysyc szarpia sie z ochrona.. No i posypała sie impreza... Wierzyłam w jedna pare na swiecie ze wszystkich ludzi których znam w moim wieku.. oni wydawali sie byc takim jakby natchnieniem... ze kazdy moze znalezc ta druga połowke.. ale i oni nie okazali sie idealnii... teraz juz w nic nie wierze... :( A potem rozmowy noca pod domem.. i słowa których troche do teraz nie rozumiem.. bo niby ,ze co on chciał powiedzieć? a na imprezy chodzic juz chyba nie bede... bo cos ostatnio tylko przynasza zle wspomnienia... no i facetów nie umiem unikac szerokim łukiem.. taka już jestem... bo nie potrafie być sama?
|
|
06 grudnia 2008
|
|
|
Profesor zrozumiał... czasem i oni maja serce.. dał mi jeszcze 3 dni... tak z okazji mikołajek... "Kurwa Anna!!!" terapia szokowa... działa usłyszałam wczoraj to co najmniej osiem razy... za każdym razem od kogoś innego.. jak dobrze ,że Was mam :) lezałam wczoraj do północy w wannie.. cztery razy dolewajac ciepłej wody.. zaraz przypomniał mi sie marzec... ale wtedy było zupelnie inaczej.. wtedy to była miłość... to on nauczył mnie kochać.. i pokazał jak bardzo moge byc kochana.. moze dlatego teraz tyle wymagam? ale nie doceniłam... straciłam straciłam przyjaciela przedewszystkim... bo to nie było to??? "Odejdz.. gdy juz bedziesz miał mnie dość.. ze mna trudno zyc porblemow sto, niespokojna ziemie pod stopami ciagle mam przy mnie zawsze bedziesz sam..." Ale juz nie jest sam teraz jest szczesliwy... dobrze ,ze chociaz ktos :) ale wtedy było zupełnie inaczej niz teraz... "Nie mieliśmy szans.. to nie mogło trwać.. nie miało być nas.." tak lezalam i myslalam tylko wina mi brakowało.. i wymyslilam... "Wszysyc mowia mi... Kiedys przyjda lepsze dni..." Dzisiaj urodzinowo bardzo.. wieczór z tymi bez ktorych juz nie potrafie zyć... :) a pan informatyk dreczy i meczy... ale teraz facetów szerokim łukiem... zdecydowanie...!
|
|
05 grudnia 2008
|
|
|
Wcale nie jestem silna... "Juz za pozno bym mogła zapomniec... i po co to wszystko było? zostało mi tylko kilka wspomnien... a dla ciebie to nic nie znaczyło..." Wcale nie jestem silna... Nie bylam w marcu... drapiac z bolu sciany... pijac wino w wannie nad ranem... krzyczac i wijac sie na dywanie... Nie jestem w grudniu... Sluchajac "w spodniach czy sukience".. Czytajac wszystkie rozmowy... Chodzac po pokoju bez celu... ale nauczyłam sie czegos juz nie płacze... prawie.. to byl za ciezki rok... czy ktos mnie potrafi zrozumieć?
|
|
Przypomnienie w telefonie od rana oszalało... Raz ,drugi, trzeci... W koncu chwyciłam w rece telefon... I przeczytyałam to co co chciał mi przekazać. Lubimy sie z moim telefonem, nawet bardzo. Ale dzisiaj nie wiarygodnie mnie zdenerwował. Przpomnienie urodzinowe... Ustawione na 9 rano... Przeciez skoro moj telefon tak bardzo mnie lubi.. powinnien wiedziec ,ze mial to skasować? Do tego okropny ból.. fizyczny ale niestety ciagle psychiczny... Zamknełam oczy... i znowu otowrzyłam. Niestety nic sie nie zminiło... ciagle było tak samo. Ciagle tak samo bolało... Poszłam leniwie do kuchni, kawa i tabletki przeciwbolowe... Szkoda ,ze nikt nie wymyslil jeszcze takich na bol psychiczny? Ale potem było już lepiej... Goscie i poprawa humoru... 6 razy kawa dla kazdego i brudne kalosze... I oczywscie jak zawsze duzo smiechu... "Czym sie rozni magister od studenta? Student idzie na knysze. A magister wydaje knysze" Teraz juz siedze sama i przypaliłam obiad przedchwila. I tak sobie mysle i mysle.... ,ze zdecydowanie ostanio sie pogubiłam, dosyc konkretnie.. Moj system wartosci zupełnie sie przemieszał.... Nie byłam soba... udawałam kogos kim nie jestem... Czas znowu zaczac byc soba... I zapomnieć... Wtedy już nie bedzie bolało...? Stos ksiazek ciagle czeka.. jutro rozmowa z profesorem.. i co mam mu powiedziec? ,ze ktos wkrad sie w moje mysli nie pozwalajac robic nic innego? ,ze nie potrafie nauczyc sie kilku prostych zdań... bo w głowie ciagle cos siedzi? Obawiam sie ,ze nie zrozumie... i znowu zawale... szkoda słów... czas wziasc sie w garsc... bo przeciez to zawsze było dla mnie najwazniejsze... przeciez to moje spelniajace sie marzenie... o które teraz trzeba dbać... wiec zaczynam o nie dbać, zapominać i być soba... tak o... i nie od jutra... tylko od teraz :) a co chciałabym powiedzieć? życze ,zebys zaczął doceniac kobiety którym na tobie zalezy.. i tylko tyle.... ale jak mowiłam tak zrobie.... milcze...
|
|
Przystojny Blondyn po północy: "widzę, że nawet jako miniaturkę ustawiłaś nowe zdjęcie... czyżby środkowy paluch w stronę świeżo upieczonego byłego?? jak w tej reklamie - nowa bluzeczka-59zł, fryzjerka - 30zł, retusz u fotografa - 10 zł, żałosny sms z prośbą o następną szansę od byłego - bezcenny:) Wyglądasz naprawdę ślicznie:) " mimo choroby ,podlego nastroju, stosku ksiazek ktore powinnam juz recytowac w spak.. wybuchnelam tak zdrowym i przyjemnym smiechem ,ze musialam to tu umiescic... Co prawda nie trafil chłopak w temat... ale i tak coraz bardziej go lubie :) Truskawkowe rozmowy noca: Pewnie jest w tesco ochroniarzem? Gorzej! Ale gorzej byc nie moze? Ma swoj sklepki warzywny na osiedlu! Pekne i padne... a potem ,ze cierpie na bezsennosc.. ale jak mozna spac i sie smiac? :)))
|
|
04 grudnia 2008
|
|
|
Szok pozytywny... Wiosna w Barcelonie? Marzenie... :) Ale co raz bardziej realne... :) Moze powinnam to zrobic? Zaryzykowac? Pan Blondyn: "Kiedy planujesz ten wyjazd? Ile kosztuje? masz juz nocleg? Zwiedzanie czy leniuchowanie? Tez bardzo chce jechac... Wbiłas sie w moj plan moja droga :)" Ja: :D Pan Informatyk: "Zdrowiej... a jak juz wyzdrowiejesz porywam Cie na rynek" Ja: Pozyjemy zobaczymy... ;) Szok i ten zły... Pan nieosiagalny jest jeszcze bardziej nieosiagalny bo zajety :/ szkoda.. ;] Niby ,ze nie ja tylko niby ,ze on??? "Ale przeciez Ania wiedziałaś ,że tak bedzie" Wiedziałam wiedziałam i co z tego? Ale wierzyłam.... Ale juz nie wierze... Ale to ja to powiedziałam... Ale ale ale....to i tak juz nie wazne... :) Mam swoj honor... Nie powiem ani jednego złego słowa... Bo szanuje... z doswiadczenia wiem ze takie rozdrapywanie ran nic nie przynosi.. wiec zamilcze i sie usune... jak zrobiłam to ostatnio.. jak widac z dobrym skutkiem :) Szokowo dzisiaj... od rana ;) Bo pozytywne nastawienie to połowa sukcesu... :)
|
|
03 grudnia 2008
|
|
|
Cały dzień siedze w domu... czytajac zasypiajac i tak w kółko... Powstał mały plan.. na ostatnie dni tego roku. Teraz trzeba go tylko... albo aż skrupulatnie wykonać. Bo żeby sie podnieść, trzeba upaść. Wiec podnosze sie powoli... na szczescie otacza mnie dużo pomocnych dłoni... :) dzięki temu jest o wiele łatwiej... :) Tak siedzac w domu samotnie... no może nie do końca bo jest jeszcze Lola :) Przemyslałam ostatnie wydarzenia... Wnioski. Kicham na to wszystko.. w przenosni i w rzeczywistosci ;)
|
|
Moj organizm nie wytrzymał... zreszta który by to wytrzymał? Ciągłe katowanie go wysokim poziomem adrenaliny. Wysoki poziom stresu. Musiał sie bronic. Poziom leukocytów spadł drastcznie. Białe krwniki oszalały. Monocyty nie maja ochoty już nic jeść. Neutrofile całkiem sie obraziły, nie biją już na alarm. Jako pierwsi żołnierze całkiem sie lenia, nie robia nic. A eozynofil i bazofil chyba graja w karty. Organizm został zupełnie sam... Cały system odpornościowy padł.. Ból stawów... powiekszone węzły.. katar... zawalone gardło.. temperatura. A to wszystko spowodowane ciagłym stresem... natrectwo mysli.. brak apetytu.. bezsennosc... Sama powoli sie wkonczyłam. Tak prawie na zyczenie. A przeciez mogłam zamienic adrenaline na endorfiny? I było by całkiem przyjemnie... W sumie jest dużo lepiej... nie patrze juz na telefon.. bo może napisze. nie jestem ciagle dostepna na gg... bo może sie odezwie. nie jade na weekend do domu.. bo może bedzie chciał sie spotkać. Wylecze sie w końu? z choroby i ze wspomnień? A dzisiaj obudzili mnie panowie grajacy serenady pod oknem za to kocham to miejsce pełna nieprzewidywalność... :))) Potem dziewczyny przyniosły troche optymizmu :) a teraz... łóżko.. herbata.. i ksiażki... nauka.... teraz to jest najważniejsze... bo i w tej dziedzinie życia nie jest najlepiej...
|
|
02 grudnia 2008
|
|
|
Czy ja aż tak wiele wymagam? Chce tylko kochać i być kochaną. Przeciez każdy na to zasługuje. Ale widocznie nie ja... Postanowione. Czas kupić sobie psa. Bo czym bardziej poznaje ludzi tym bradziej kocham zwierzęta...
|
|
01 grudnia 2008
|
|
|
Myśli same nieustannie wracają do soboty. Chociaż nie powinny. To było bardzo głupie zakończenie dnia. Skąd u mnie taki pomysł? Nie mam pojęcia. Czasem robimy coś kierowani impulsem. Zazwyczaj taki impuls bywa zły. Tak czy inaczej czasu nie da sie cofnąć... Trzeba iść do przodu... Panuje tutaj ogólny zbiorowy dół. Jeszcze troche i popełnimy wszyscy zbiorowe samobójstwo. Skok z mostu czy może plastikowy nóż? ;) Ale proponowałabym jednak zbiorowo zrobić ze wszystkim porządek. Bo przecież w grupie łatwiej... Sylwester zaplanowany i opłacony. Szok. Góry w zimie... kolejne spełniajace sie marzenie. Ale ciagle nie spełnione. Oby wszystko sie udało. Nasz "dom publiczny" działa wzorowo już od rana goście... lubie to :) Przynajmniej nigdy nie czuje sie samotnie. Zawsze jest ktoś kto odwiedzi, porozmawia. A co najwazniejsze wysłucha... Dziekuje ,że jesteście.
|
|
30 listopada 2008
|
|
|
Szkoda ,że w życiu nie ma gotowych odpowiedzi. To był prawdziwy powrót do korzeni. Niestety. A kiedy nie ma się odpowiedzi. Pozostaje jej szukać, albo uciec. Uciekłam?
|
|
29 listopada 2008
|
|
Dzien zwyczajny, ale jednak magiczny. Przepowiadający przyszłość? Może... ale nie do końca w to wierze... Ale gdyby jednak przepowiedziano mi dobra przyszłość, byłabym skłonna w to uwierzyć. Może wyszedł by taki mały efekt placebo? Więc dzisiaj poprosze tylko o dobre przepowiednie. Płomień świeczki. Lejący wosk. Wytarte karty. Biały obrus. Płatki róż.... I dwie wiedzmy. A potem powrót do korzeni. Nie wierze ,ze to robie ;) Mój wewnętrzny spokój mnie przeraża. Ale co dałaby mi złość? Zreszta na kogo mam być zła? Chyba tylko na siebie... |
Bo sa takie dni kiedy wszystkiego masz dosc..
sa takie chwile gdy nie masz wiecej sil...
sa noce gdy nie masz do kad isc..
sa slowa co traca sens...
sa mysli co zabic moga cie...
sa takie miejsca o kotrych nie wie nikt...
sa tacy ludzie przez ktorych plyna łzy...
sa tez marzenia ktore nie spelnia sie...
i do stracenia wszystko jest ...
gdy schowasz pragnienia, by nie zabral ich nikt...
na samym serca dnie i w kazdym slodkim snie...
gdzie moga spelniac sie,
bo tutaj jest za duzo gorzkich łez,
straconych lat i pustych dni...
idealny swiat z brakiem wolnych miejsc,
gdzie musi byc ciemnosc by byly sny...
sa takie czasy w ktorych nie jest latwo zyc,
sa obietnice ktore nie znacza nic,
jest takze milosc i wiara w lepsze dni
dopoki zycie w nas sie tli...
bo tyle bylo dni do utraty sil.. do utraty tchu tyle bylo chwil,
jedno warto znac, jedno tylko wiedz
ze wazne sa dni ktorych jeszcze nie znamy,
wazne jest kilka tych chwil tych na ktore czekamy...
jak odnalesc nagle radosc i nadzieje?
odpowiedzi szukam...
czasu jest nie wiele..
najgorsze jest w zyciu to ,ze nigdy nie wiemy jak powinnismy postepowac..
co robic, z kim byc, komu ufac, kogo unikac, jak sie zachowac... itd
ostatnio jest ze mna zdecydowanie cos nie tak...
jestem nerwowa inna
ciagle smutna
jakby cos zrzeralo mnie od srodka...
ciagle meczylo
bo meczy
wlasnie brak odpowiedzi na kilka pytan
niestety nie umiem sie nie przejmowac...
wlasciwie powinnam byc szczesliwa...
powinnam ale nie jestem....
czuje sie coraz gorzej... jest mi po prostu zle :(
to pewnie ta jesien...
moze przejdzie...
przy pierwszym platku sniegu...
czas leci bardzo szybko... za szybko..
moje zycie jest tak nudne ze chyba nie mam o czym tu napisac...
ale jak to mowia zawsze moze byc gorzej...
nie zaliczylam jakiegos pierdolonego przedmiotu i teraz bede miec przejebane w szkole...
zycie...
zawsze musi sie cos zjebac... zeby nie bylo za pieknie?
a pieknie i tak nie bylo...
i pewnie nie bedzie juz nigdy...
czasem mam wrazenie ,ze naprawde nigdy juz nie bedzie dobrze... tak jak kiedys....
kiedys wszystko bylo inne...
przedewszystkim ja bylam inna....
nie myslalam do przodu... zylam tym co bylo i sprawialo mi to maxymalna radosc...
ale od paru lat jakos tak nie umiem... on mie zmienil.. to przez niego nigdy nie bedzie tak jak bylo...
nauczyl mnie myslec planowac przyszlosc....
a czasem znowu wolalabym zyc chwila.... i umiec ryzykowac...
chociaz ostanie moje zachwoania nie sa zbyt inetligentne...
tak jaby ryzykuje?
ale chyba pierwszy raz wygrywa serce nie rozum...
wiem ,ze dobrze nie robie... wiem ,ze wszystko skonczy sie placzem...
gorzkim lzami.... moze utopie sie w cierpkim winie... powinnam posluchac innych...
ale ja zawsze musze zrobic po swojemu.... :)
no i ryzykuje kolejna porazka.... ale moze warto...
pozyjemy zobaczymy...
z dnia na dzien jest ze mna co raz gorzej :) ale to chyba nawet przyjemne uczucie....
zwariwoalam i oszalama
ale ciagle sie bronie... :)???
nie..... chyba juz sie nie bronie....
to co ma byc niech bedzie...
ja chce byc tylko szczesliwa
tylko
a
raczej
AŻ
:(
bo tutaj wszystko jest na lewa strone
zaczynajac od ruchu drogowego...
po zółte swiatlo dla pieszych..
nawet ruchome schody sa jakies dziwne..
w sklepach na polkach ciagle kozaki mimo ,ze i u nich jest srodek lata..
wszystko jest inne i dziwne..
kazdy dom wyglada tak samo..
gdy pijany irol wraca do domu moze go poznac tylko po kolorze drzwi bo tylko one sa zawsze pomalowane na inne kolory.. a tak to jak w jakies krajinie smerfow ..kazdy domek identyczny.. porazka..
ciagle pada... wieje...
a gdy juz zaswici slonce wszysyc nagle rozbieraja sie prawie do naga...
nikt sie nie usmiecha kazdy jest ponury i zmeczony swoim nudnym monotonnym zyciem..
krajobraz ciagle zwyklej sielskiej wsi..
a gdy pomysle ze prad w dublinie maja dopiero od 75 roku to az zal tylek sciska...
bo niby to my jestesmy zacofani??
tak tak troche jade na ten kraj musze sie wyzyc troszke.. bo nie ukrywam
nie jest tu ani troche przyjemnie i milo..
moze na pierwszy rzut oka jest ladnie inaczej
ale czym bardziej poznaje tutejsze obyczaje ..banki i biura podatkowe odechciewa mi sie wszystkiego...
i wspolczuje calym sercem ludzia ktorzy musza zostac tutaj nie tak jak ja jeszcze pare tygodni tylko pare lat ...
bo dla polaka zycie w tym kraju nie jest niczym przyjemny
jedyna namiastka Polski jest kilka polek w supermarkecie z polskim jedzeniem ...
no i to ze na uliacach jest pelno polakow..
wstaje rano o 5.50
szybkie sniadanie
spacer w deszczu zazwyczaj na przystanek
dziwnym deszczu ktory przeniknie przez buty ubranie
taka mala chamska mrzawka
potem czekanie na autobus
przyjedzie albo nie tego nigdy nie mozna byc tu pewny ( troche jak w polsce)
jesli juz laskawie sie zatrzyma
trzeba miec odliczone 2 euro w drobnych
nie przyjmuja papierowych pieniedzy ok ;]
potem wdrapujemy sie na ostanie siedzenie
i 30 min drzemki
przejezdzamy przez lotniko i mam ochote wybiec i wejsc w pierwsz samolot do polski
potem wielka szpila znak ze trzeba wyjsc
znowu pada w deszczu 30 minut spacerku do naszego pieknego hotelu
szybka kawa w kantynie jesli starczy czasu
i znowu to co zawsze
jakies zalecenia od szefowej
i do pracy
15 pokoji
15 brudnych lazienek
15 razy to samo....
rozrywka sa jedynie rozmowy z goscmi
ktorzy zazwyczaj maja dziwne pytania...
albo dziwne prosby... i nigdy nie daja napiwku
nawet jak im sie pomoze te problemy rozwiazac...
o 12 jedzonko
potem dalej praca
oddanie raportu opierdol
porot do pokoju bo np poduszka lezy krzywo, albo na kabinie jest kropka wody.. bez komentarza
no i do domu
znowu 30 min spaceru przez centrum
prawie godzine w autobusie i korkach
supervuliu sklep i dom
w domu prysznic i komp
rozmowy o niczym
albo pomysly na zmiany w zyciu hehe
spanie i kolejny dzien
tak nudno jeszcze nigdy w moim zyciu nie bylo...
chyba dlatego tak nie znosze tej irlandii
a nawet jak udalo wyjsc sie na impreze
to i ona okazala sie porazka.. nawet nie chce mi sie jej opisywac
bo jak sobie przypomne te twarze tych okropnych iroli to naprawde...
szkoda slow... ;]
i fatalne zakonczenie hehe
ahhh naprawde lepiej siedziec w domu ;]
malym zielonym papierowym domku... ale przyjemnym musze przyznac :)
ale coz
co zobaczylam to moje
co poznalam kawalek swiata to tez moje
w sumie czasem nawet jest tu zbawnie
czasem ogarnie mnie pelna nie moc
czasem wyslucham historii ludzi z pracy
i zaczynam dziekowac bogu ze mam takie piekne zycie
mysle ,ze gdyby miec tu pelno znajomych jakis bliskich ludzi dalo by sie tu zyc...
a Polska zawsze bedzie Polska... :)
i ja na emigracje sie nie nadaje...
chyba ze do hiszpanii :P
ogolnie nie tesknie az tak bardzo jak myslalam..
bardziej tesknie za ludzmi niz np samym byciem w domu...
zostaly jeszcze 3 tygodnie :)
az nie wierze ze tak szybko to przelecialo... :)
ciekawe jak bedzie jak wroce.. z TYM wszystkim...
ciekawe jak bedzie z moimi postanowieniami :) i nowymi pomyslami a jest ich ddduuuzzzooo.....
ale najwazniejsze to wziasc zycie we wlasne rece :)
moje ulubione:
pozyjemy zobaczymy :P
To jest mój sen ten sen przeraża mnie
W pokoju bez ścian zamykam się
Nie ma nic nie ma mnie niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim śnie
To jest mój sen ten sen zawstydza mnie
Zachłanna i zła wciąż więcej chcę
Nie ma nic nie ma mnie niby cudownie
Ale wcale nie jest dobrze w moim śnie
Budzi mnie wiatr - wiatr niesie strach
Budzi mnie deszcz - deszcz tuli mnie
Budzi mnie blask gorących dni
Budzi mnie krzyk - czy wciąż się śni?
Nie ma nic nie ma mnie niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim... śnie
Budzi mnie wiatr...
mam 21 lat
jestem pelnoletnia na calym swiecie wow...
a co sie zmienilo?
nic
nie bylo ani fajerwerkow ani spadajacych gwazd
byl tort swieczki wodka piwo
ale nie tak jak powinno
wszystko...
jakos tak nie tak...
bo daleko...
od domu
od bliskich
daleko od tego na czym mi zalezy
daleko od tego za czym tesknie
to dopiero tydzien...
coz 21 lal zobowiazuje do jakis powaznych decyzji
mam pare w rekawie...
ale to nie czas i miejsce
mam jedno tylko jedno male zyczenie z okazji tych moich urodzin...
chce byc szesliwa
chce budzic sie z usmiechem i zasypiac
chce w koncu cos osciagnac
chce w koncu byc takim czlowiekiem jakim zawsze chcialam byc
chce zyc
zyc pelnia zycia
Zyc z calych sil
zyc i czuc wiatr....
wiatr ktory bedzie wial w skrzydla...
nie w twarz....
nie chce juz cierpiec.... ostnio za duzo tego bylo...
nie chce plakac i bic piesciami w podloge...
nie chce byc oszukiwana
nie chce czuc sie nie potrzebna
nie chce byc wieziona
nie chce zalowac... niczego
chce byc szesliwa.... tak poprostu normalnie
sama czy z kims.... obojetnie
chociaz kazdy wie jak jest...
szczesliwa jestem tylko z kims....
bo nie potrafie byc sama tak poprostu...
chcialbym zeby wszystko sie ulozylo...zeby rzeczy nie mozliwe staly sie realnymi
zebym nie marnowala juz czasu...
chce sie chyba znowu zakochac... ale zakochac sie w kims kto bedzie tego wart...
to chyba przedewszystkim... bo nie mam ochoty na kolejne pomylki...
a chyba... zreszta nie wazne....
moze kiedys sie uda
moze kiedys bede szczesliwa tak na chociaz 99%
moze te moje 21 zakreconych i dziwnych lat nie byly takie zle??
no niby nie....
ale ciagle mam ten moj niedosyt to chec posiadania czegos wieciej
chec osiagania tego co sobie wymyslilam...
w koncu tak mnie wychowano
zawsze mam to co chce ;/
teraz czas zabrac sie wgarsc... nie tesknic... zapomniec... udawac ze nic sie nie stalo...
nic nie czuc... udawac ze wszystko jest ok...
przeciez to tylko jeszcze 6 tygodnii....
jutro Belfast i dluga wycieczka ... chociaz cos....
kurwa jak mam nie tesknic???
jak mam zapomniec???
jak mam to zrobic???
zle mi jak nigdy
to okropne 21 ale czas dotkanc noga ta okropna rzeczywistosc ktora mnie teraz czeka... :((((
:((((( zle i smutno...
poduszka...łzy....
i w uszach dzwiek tej piosenki... :(
ahh bedzie lepiej....napewno... :(
Zycie bywa przewrotne nawet bardzo, przekonuje sie o tym kazdego dnia, gdy otwieram jedno zaspane oko by ujrzec pierwsze promienie slonca, wiem ,ze danego dnia cos mi sie przydarzy. Bo juz takie moje usposobienie ,ze kazdego dnia musze cos wykombinowac... u mnie nigdy nie jest spokojnie :) i to lubie... lubie miec dzien zapelniony od switu... hmmm do switu :) i tak ostnio zyje... i dobrze mi z tym..
a powracajac do przewrotnego zycia... porzewracalo sie u mnie w ostanich kilku miesiacach bardzo.
po pierwsze wymarzony ksiaze na bialym rumaku okazal sie giermkiem na osiołku....:)
a zamiast uratowac mnie z wiezy i wypuscic na wolnosc... wiezil mnie w niej a raczej w lochach :P najstraszniejszych i najciemniejszych :P
po drugie kochana "siostra" okazala sie zwykla..... hmm ( bez wulgaryzmow) nie mila osoba... :P
po trzecie co laczy sie z pierwszym... nareszcie odzyskalam wolnosc... ale nie taka wolnosc z braku faceta tylko wolnosc w sensie moge zyc bez ograniczen... nie czuje ze ktos mnie depcze i przygniata do ziemi z gory.... teraz moge nawet latac... co nawet zrobilam kilka dni temu :) cudowne uczucie swoja droga :) i piekne widoki... chmurki i blekit nieba ahhh :)
coz jeszcze..... moje zycie sie poprostru rozkrecilo, nabralo tempa, jak dawniej... i znow jestem soba :)
po czwarte pewna moja przygoda , taka krotka nowelka z cudownym "latynosem" nie co zbila z drogi... i z noweli staje sie opowiadaniem moze nawet powiescia... ale wydawca nie wie jeszcze jak sprzeda sie pierwszy naklad... dzial marketingu podliczy dochody i wtedy sie okaze co bedzie z drugi tomem ktory moze byc calkiem intrygujacy.... :)
pozyjemy zobaczymy... :)
aktualnie mimo poprawki na studiach postanowilam zarobic i jestem w dublinie , pracuje ale to dopiero poczatki wiec ciezko sie wypowiedziec... :) ogolnie hard work :P
moglabym pisac i pisac... bo naprawde duzo sie dzialo... :) przez te kilka miesiecy ale moze to nie dzisiaj... bo bola mnie raczki...
moze znowu zaczne tu pisac.... zobaczymy... :)
Najgorsze jest to.. ze moglabym skopiowac notke z zeszlego roku.. poprostu to samo... nie wiem co bedzie z moja szkola... nie mam czasu dla nikogo..nie schudlam.. jestem nie konsekwentna.. i poprostu czuje jak zycie ucieka mi miedzy palcami.. opcja sylwestra tez nie jest zbyt wesola.. wiec poprostu nic tylko sie upic i plakac.. pod choinka.. tragedia... ehh czy mi sie keidys uda cos zrobic ze swoim zyciem w kocnu?? bo juz mnie to szczerze nudzi.. ja sama soba sie nudze.. i brzydze...ochyda.. nie moge patrzec w lusto.. i wogole szkoda gadac... no ale zeby nie bylo.. to moje POSTANOWIENIA NOWO ROCZNE:
w koncu byc konsekwentna...
i robic to co sobie zaplanuje i obiecam...
...nowe zycie...
nie...
tylko kilka zmian....
waznych...
istotnych...
dla mnie...
tysieczna proba
ostatnia?
nie wiem czy powinnam sie cieszyc z tego co dzieje sie w moim zyciu.. czy powinnam plakac.. wszystko uklada sie dobrze.. ale nie wiem czy ja potrafie sie w tym odnalesc. Staram sie , jednak nie jestem przyzwyczajona do takiego zycia. Spokojnego ale pracowitego.Kiedys zastanawialam sie czy ja naprawde mam jakby dwie czesci siebie..chyba jednak mam. Jedna woli spokoj,cisze, rodzine, ciepla zielona herbate, kominek i ukochanego przy sobie.. druga woli imprezy, nie przespane noc, alkohol, wyciete bluzki i szalenstwa...
ale ktora jest lepsza ?? ktora jest bardziej mna???
czy w jednym ciele moga siedziec tak rozne osoby???
to moze smieszne ale ciezko mi znalesc kogos posrodku... mysle ze to teraz dla mnie naazniejesze... nie popadac ze skrajnosci w skrajnosc.. musze znalesc umiar .. zloty srodek ktory wyrowna te moje dwie osoby...
troche mi tego zal.. ale musialm to zrobic tak jest lepiej niby... zawsze bede pamietac o tym moze nie powinnam? ale jednak wczoraj mialm usmiech na ustach a w oku krecila sie lza..znowu dwie osoby ? nie tym razem to jestem tylko ja.. taka jestm i bede... ale nie wazne.. tego juz nie ma.. nie bedzie.. bylo.. ale nie wroci.. taka kolej losu. Cos musi sie skonczyc zeby moglo zaczac sie cos innego. Swoja droga dlugo na to czekalam! powinnam zrobic to dawno temu.. proobwalam jeszcze cos zrobic ale na to przyjdzie czas... przeciez nie moge tak odrazu.. potrzebuje czasu.. zreszta tamto jak narazie nikomu nie przeszkadza.. a obraz to tylko obraz nic nie mowi... wiec tamto bylo wazniejsze...
czuje sie troche jakbym zegnala sie z tamtym juz na zawsze.. ale wlascwie teraz dopiero czuje sie jak zdrajca nie wteyd tylko dopiero teraz dziwne.. moze jednka mialam tego nie robic...????
juz za pozno...
mam od dluzszego czasu ochote na dobra imprezke.. tylko teraz to nawet nie ma gdzie na taka isc.. no i z kim... coz...
A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy
Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Zgasną podłogi i powietrza
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze.
ale wiecie co ... fajnie jest kogos mocno kochac :)
budzic sie przy nim.. zasypiac..
a najfajniejsze jest to ze wiem ze on mnie tez kocha... :)
i to tak naprawde...
najprawdziwiej jak sie da :)
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze.